Zabawa w oazę

Autor anonimowy

20 października 2020

Wiele razy zastanawiałem się czy, aby nie za szybko to się dzieje… Pierwszy, drugi, trzeci stopień, siłą rozpędu KODA, potem 1 oaza i nagle z “wspaniałego rocznika KODA” zostaje 40% (tzn. W moich czasach, bo teraz to pewnie ze 20%). Szczerze mówiąc, to nigdy tego nie rozumiałem, jak można po jednej oazie dać sobie spokój z formacją oazową. Bo tak naprawdę to nie spotkałem jeszcze lepszej formacji niż ta oazowa. Nie wiem czy wiesz Czytelniku, że ks. Blachnicki wiele rzeczy, które uznajemy za oazowe pościągał z całego dorobku wielu wspólnot kościelnych i to na przestrzeni wieków. Prorok i tradycjonalista.

 Wracam… Przez lata jeździłem na wiele spotkań w diecezji i w Polsce. Spotykałem różne osoby, w różnym wieku i w różnym stopniu zaangażowane. Spotykałem i świętych, i grzesznych. Nie wiem których więcej. Działo się dużo, ale najczęściej na zewnątrz mnie. Bo o sobie będę pisał, broń Boże, nie chwaląc się czy żaląc, ale tylko dzieląc. Pamiętam jak z mojego miasta studenckiego jeździło się do na OM czy SA kilka godzin. Było świetnie. Z czasem zastanawiałem się: Po co tam jeżdżę? Odpowiedź była prosta i wydawała mi się szczera: Przecież dla Pana Boga. Z czasem przerobiłem to pytanie, może i na potrzeby rachunku sumienia: Dla Kogo ja tam jeżdżę? I tutaj było ciężej. Oczywistością był Pan Bóg, ale, przyznaję to po latach, bardziej dla ludzi, dla Krzyśka bo się dawno nie widzieliśmy, dla Sylwii, bo może coś z tego będzie, dla Moderatorów, bo nie można ich samych zostawić z tym wszystkim. Jak widzisz, Czytelniku, można się zakręcić i wszystko wytłumaczyć sobie bardzo prosto. 

A OM czy SA, czy coś innego mijały, a do kaplicy chodziło się jak trzeba było. Z czasem to kawa na refektarzu stawała się najważniejsza. Spotkania w grupie – można się pokazać ze swoją wiedzą, cóż za pycha… Namiot Spotkania – co tam Bóg mówi przecież można zacytować jakiegoś znanego komentatora. Msza Święta – przecież najważniejsze żeby chodzić po kwadracie, ładnie się kłaniać i żeby dym szedł z kadzielnicy. Zmywanie – byłe szybko, bo wolne, a gdzie miłość bliźniego? 

Dlaczego to piszę? Bo Go zgubiłem… Przez lata aktywności i wiary wyuczonej nie potrafiłem pogłębić, nie słyszałem Słowa, nie byłem wspólnototwórczy. Może komuś się wydawało że wszystko grało. Może! Bo i mnie się tak wydawało mimo, że coraz bardziej COŚ nie grało. Gdzie On był, bo nie zarzucę sobie jednego – zawsze uczciwie szukałem. Nawet w tych naszych, ulubionych oazowych emocjach adoracyjnych, które uwielbiam i za którymi tęsknię. Gdzie On był? Gdzie? Dni, miesiące, lata… Gdzie? 

I tutaj stało się coś najdziwniejszego, coś czego nie potrafię zrozumieć, bo to tylko wiara pozostała. Miałem taki czas kilka miesięcy temu, że byłem bardzo mocno zły na Ruch. Ogólnie! Że zmarnował mi młodość, że wykrzywił wiarę, że okłamywał w obrazie Kościoła… Ale po równym tygodniu hejtu, bardzo naturalnie pojawiła się we mnie wdzięczność i spontaniczna modlitwa uwielbienia za Ruch Światło – Życie. I co najważniejsze? To On odnalazł mnie i okazało się, że w zaciszu kaplicy, przed prostym krzyżem z nagim Bogiem z rozpostartymi ramionami. Bóg Ojciec, dobry Tata, który otoczył mnie miłością. To brzmi standardowo, ale tak było. 

I znowu! Po co to piszę i po co to czytasz? Bo założę się, że masz takie dni, że jesteś nagrzany oazowo, że masz kreatywność, możliwości i działasz, ale sam nie wiesz dlaczego, dla kogo i po co? Doskonale Cię rozumiem! Nie będę Ci radził, tylko poproszę. Zatrzymaj się i smakuj wiarę patrząc na Krzyż, a jeżeli nie masz słów modlitwy, bo przecież nie masz, to są dwie opcje. Pierwsza to Ojcze nasz, a druga to: Jezu zmiłuj się nade mną. Mnie pomaga. 

Dziękuję Ci, że dobrnąłeś do końca. Chrześcijaństwo jest proste, ale nie jest łatwe więc odwagi. A oaza? To nie jest zabawa, to odpowiedzialność przed Tym, który posyła i uzdrawia.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.