Z Bogiem w plecaku

Weronika

6 grudnia 2019

Im dalej pójdę, tym bardziej siebie poznam. – Andrew McCarthy

Podróż. Dla wielu z nas temat kojarzony ze szkolną wycieczką, wakacyjną kolonią lub pierwszym samodzielnym wyjazdem do innego miasta. Podróże mogą być małe i duże, mogą mieć cel naukowy lub zwyczajnie zapewnić nam relaks. Ja również podróżuję. Teoretycznie, od jedenastego roku życia, kiedy pierwszy raz poleciałam zupełnie sama za granicę do Estonii, ale praktycznie, od kilku miesięcy. Od września jestem na Erasmusie. Zachłysnęłam się nim już w momencie, w którym zarezerwowałam bilety na dojazd do Włoch. Choć było mi ciężko pogodzić się z myślą, że zostawiam rodzinę i przyjaciół na tak długo (bo przecież nie mogłam sobie pozwolić na spontaniczny przyjazd na weekend, tak jak robiłam co jakiś czas, gdy studiowałam w Warszawie), to odliczałam dni do spakowania walizek. . I choć trudno było opuścić rodzinną parafię, gdzie nowy ksiądz wprowadzał we wspólnotę naszą grupę i ustalał z nimi cotygodniowe spotkania, to wyjechałam pełna nadziei.

Mówi się, że Erasmus to czas głównie na imprezy i poznawanie nowych ludzi. W moim przypadku jest to czas podróży. Nigdy nie byłam zapaloną globtroterką, ale nawet najmniejszy wyjazd i możliwość poznania czegoś innego mnie cieszył. Tutaj, we Włoszech, gdzie wokół jest mnóstwo miejsc, które mogę zwiedzić taniej niż z Polski, pokochałam podróżowanie na nowo.

Lecz czym może być podróż, jeśli nie macie przy sobie odpowiedniego kompana? Kogoś, kto podtrzyma na duchu, gdy zgubicie drogę, gdy skończy się internet w komórce i nie będzie jak sprawdzić map lub gdy popsuje się pogoda? Uwierzcie mi, taka podróż może nie przynieść Wam żadnej radości. Z kimś obok zawsze jest raźniej. Zgubienie drogi? Nie ma problemu, pozwiedzamy małe uliczki i nieznane zakamarki! Brak Internetu? To nic, spytamy kogoś o drogę albo złapiemy WiFi! Popsuła się pogoda? A więc tak wygląda to miejsce w deszczu! Czad! Coś takiego może powiedzieć Wam osoba, z którą podróżujecie, ale możecie usłyszeć ją też od Kogoś innego. Dlatego zawsze biorę ze sobą swojego najważniejszego towarzysza podróży – Boga. Może wydawać się to oklepane, ale tak jest. Moja bliska koleżanka powiedziała mi kiedyś, że zazdrości mi, bo kiedy coś mi nie wyjdzie, mogę powiedzieć o tym Bogu i jakoś mi wtedy lżej. Coś w tym jest. A w podróży? Jest to stuprocentowa prawda. Tutaj, daleko od domu, trudniej jest zachować odpowiednie wzorce, dlatego tak ważne jest pielęgnowanie wiary. Kiedyś miałam wrażenie, że Bóg i tak jest ze mną zawsze, lecz okazało się, że wtedy nie do końca Go do siebie dopuszczałam. Teraz odkryłam, że naprawdę chcę, żeby ze mną był. Bo wtedy jest po prostu łatwiej.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.