Inspiracje, Lifestyle

W kinie, w Lublinie, w metrze… WSZĘDZIE!

Ks. Michał

18 października 2019

Bycie księdzem jest super. To świetna, ale chyba jeszcze bardziej święta sprawa. Każdy z księży mógłby podać miliard powodów na potwierdzenie tej tezy. Ja również. Jednak moje raczkujące 3- letnie kapłaństwo nauczyło mnie jednego: szukać Boga wszędzie! Jak tak patrzę, to Pan Bóg przez lata cierpliwie mnie uczył (i robi to nadal, tylko uczeń ze mnie chyba często jest lichy) odkrywać Jego obecność. Po bierzmowaniu, kiedy tak naprawdę zacząłem świadomie prowadzić życie wewnętrzne pokazywał mi, jak działa przez drugiego człowieka. Relacje, wspólnota, więzi – chyba Jego ulubione narzędzia. Czas formacji w seminarium, to już zejście w duchowość, Słowo, Objawienie, sakramenty. Wtedy bardziej umysł wziął górę nad emocjami. Trudna to była lekcja, ale potrzebna. I teraz czas kapłaństwa, to odkrywanie Jego działania przez sytuacje i wydarzenia, pośród których stawia ludzi. Tego uczy konfesjonał i kierownictwo duchowe: szukać Boga nawet w najbardziej pozornych wydarzeniach codzienności.

Nie ma chyba człowieka na Ziemi, który by nie doświadczył tego, że nie czuje Boga i nie widzi Jego działania. Strasznie trudne doświadczenie. Pamiętam, jak na jednych z rekolekcji, które prowadziłem, „na szybko” musiałem przygotować homilię na liturgię światła i wody. Jedyne co mi przyszło do głowy, to Matka Teresa z Kalkuty i jej list do kierownika duchowego, w którym opisywała, że przez większość swojego życia nie widzi Boga. Ciemność. Każdy chyba tak czasami ma. Matka zdobywa się nawet na stwierdzenia, które na pozór nie przystają świętej: że czuje się znienawidzona, niechciana, opuszczona (więcej możesz znaleźć tu: „Pójdź, bądź moim światłem”. Prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”). Wpadłem do pokoju, wygooglowałem tekst, wydrukowałem i z modlitwą w głowie, że Duch poprowadzi, poszliśmy na nabożeństwo. Czytając te słowa patrzyłem kątem oka na słuchaczy. Znacznej części oczy się zaszkliły, a prawie wszystkich słowa wprawiły w zdumienie. Ta sytuacja nauczyła mnie jednego: jakże my jesteśmy głodni Boga i Jego obecności w naszym życiu! Stąd też kiedyś razem z Julką wpadliśmy na pomysł tego bloga. Żeby pomóc sobie szukać Pana. Okazuje się, że jest On wszędzie. Jeśli nie On, to wartości, do których nas wychowuje. Czasami pojawiają się takie populistyczne próby „uwspółcześnienia” Jezusa, polegające na tym, że jakby Jezus żył w 2019 roku, to zachowałby się tak, a nie inaczej. Jednak czym się Jezus posługiwał, jak opowiadał tłumom na czym polega Królestwo Boże? Przykładami z życia słuchaczy. W jednym miejscu opowiedział przypowieść o ziarnku gorczycy, w innym posłużył się przykładem talentów, kiedy indziej kazał Piotrowi przynieść monetę czy rozmawiał o tragicznym wypadku w Siloe. Pomagał słuchaczom zobaczyć, że Bóg jest obecny nie tylko w synagodze. Kto wie, może dzisiaj Jezus powołałby się na jakiś film w kinie lub odniósł się do jakiegoś wydarzenia z życia społecznego albo cytowałby jedną z piosenek, którą męczysz domowników od miesiąca? Pozostanie to tylko gdybaniem. Jednak jedno jest pewne: Bóg mówi przez wydarzenia i okoliczności naszego życia, przez codzienność.

Oczywiście, czuję wewnętrzne przynaglenie, żeby zaznaczyć, że w codzienności Bóg jest obecny, ale w pewnym stopniu. To wszystko ma mnie i Ciebie podprowadzić do czegoś więcej. Do Eucharystii. To tam Jezus jest najbardziej realnie obecny. Bo przecież Bóg nie mówi do nas tylko po to, żeby mówić. To ma cel: doprowadzić do pełni. Trochę jak zalotami, gdzie chłopak daje nieśmiałe sygnały, że kocha dziewczynę. Bóg też chce zdobyć Twoje serce, dlatego ciągle będzie do Ciebie mówił! Być może w kinie, może w Lublinie, pewnie też jak będziesz siedzieć w domu wieczorem w swetrze i czytać ten tekst. On ciągle mówi. I jest. W Eucharystii.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.