W czwartek za tydzień

Ks. Michał

26 października 2019

Tęskni mi się za dzieciństwem. Zwłaszcza za czasami, kiedy na wszystko był czas. Przychodzili koledzy z piłką pod okno, stukali w parapet, bo mieszkałem na parterze  i szliśmy na cały dzień na dwór. Wyznacznikiem czasu nie był zegarek, a nasze mamy, które krzyczały na nas z okien, że obiad już gotowy. Dzień zaś kończył się wtedy, kiedy już było tak ciemno, że nie było widać piłki na trawniku obok placu zabaw.  Do dziś pamiętam, jak przy bloku postawiono stół do tenisa stołowego i umawialiśmy się w wakacje już o 8:00 rano, żebyśmy mogli się nagrać, póki starsi nie wstaną. 

Skąd ta refleksja? Napisał do mnie ostatnio mój przyjaciel z „czasów podwórkowych”, który chciał się spotkać. Zaproponowałem sztywny termin za kilka dni. Oczywiście zrozumiał, ale wtedy się zebrało nam na wspominki, jak to było kiedyś. Przecież kiedyś stuknięcie w parapet powodowało, że człowiek zakładał trampki i szedł. A teraz kalendarze, plannery, terminarze, spotkania. Może to wszystko poukładane, ale czy dobre? Czasami się waham.

Złoszczę się czasami na siebie, kiedy muszę pędzić. Bo ktoś chce się spotkać, poobijać, a tu ciągle: „Nie mogę, bo mam coś tam. Może w czwartek za tydzień”. Tak jak, by świat beze mnie miałby się zawalić. Dlaczego tak się dzieje? Każdy chyba chce czuć się potrzebny. Nie ma w tym nic złego, momentami wręcz będzie to rodziło odpowiedzialność, budziło kreatywność czy kształtowało więzi. Jednak frustrujące jest to, kiedy człowiek chce być wszędzie, a nagle okazuje się, że się nie da. 

Inspiracją dla tego tekstu jest oczywiście duszpasterstwo. „Rzemiosło” wspaniałe, pasjonujące, ale jednocześnie widzę, jak z tygodnia na tydzień uczę się czegoś nowego. Kiedyś dla mnie paradygmatem duszpasterza byłą jego aktywność. Jak działasz, jesteś dobry. I wpadłem (chyba nadal czasami siedzę w tym). Miarą żywotności wspólnoty są jej dzieła. Stosując się do wspomnianego wzorca zobaczyłem pewne prawidło: ludzie nie wytrzymywali tempa. Nie było chęci działania. Masa pomysłów, brak wykonawców. Skąd się to wzięło? Za dużo i za szybko. Jako pasterz, lider zaczynałem budować dach bez fundamentu. 

Relacji nie zbuduje aktywizm. Relacje zbuduje wzajemne poznanie. Dzieła zewnętrzne mają być tylko drogą do czegoś głębszego, okazją do zaprzyjaźnienia się. W takim razie może lepiej mniej, a spokojniej i przede wszystkim głębiej? Tak jak Jezus. Był potrzebny wszystkim ludziom, ale robił tyle, na ile po ludzku było Go stać. Nie był „duszpasterskim wyrobnikiem”, ale przyciągał głębią, mądrością. Miał czas dla człowieka. Jak przyszedł do Niego choćby Bartymeusz i wołał: Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną, to nie powiedział Mu: „Okej, ale w czwartek za tydzień”. Mniej, a lepiej, niż dużo, a byle jak.

Pewnie jeszcze wiele razy będę się na siebie wkurzał, że nie mam czasu, że coś zawaliłem. Kto jednak powiedział, że tylko raz można się nawrócić?

 

Ks. Michał Podsiadły

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.