U Mamy na dwóch kołach

Karolina

24 lipca 2020

11. 07. 2020 r. wjechałam razem z kilkuset innymi pątnikami na Jasną Górę…ROWEREM. Była to już XV Ogólnopolska Pielgrzymka Rowerowa. Dla niektórych to pewnie jeden z wielu sposobów na pielgrzymowanie do Maryi. Inni zaś mogą być zaskoczeni, że tak też się da. Wierzcie, albo nie, ale kiedy dowiedziałam się o tej pielgrzymce trzy lata temu to byłam również w szoku. No, bo jak to – przejechać 200 km na rowerze, to w ogóle realne?! 

Chcecie dowiedzieć się jak to wygląda i dlaczego wybrałam się w tę drogę już drugi raz? Zapraszam do lektury! 

1. Wspólnota. 

Na co dzień formuję się w oazie, spędzam tam na tyle dużo czasu, że nie mam okazji zobaczyć, co dzieje się u innych wspólnot działających, chociażby w moim mieście. Jednak moja wspólnota nie organizuje (mam nadzieję, że kiedyś i nam się uda!) pielgrzymki rowerowej. Czy to znaczy, że nie mogę pojechać z inną grupą? Jeśli ktoś tak twierdzi to czas się nawrócić. Mnie „przygarnęła” wspólnota Akcji Katolickiej diecezji radomskiej. I to były cztery, cudowne dni z tymi ludźmi! Za pierwszym jak i za drugim razem przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Myślę, że nie skłamię, jeśli powiem, że nikt nie czuł się tam niechciany czy samotny. 

2. Modlitwa. 

Ustalenie całej trasy z samego Radomia do Częstochowy tak, żeby jak najwięcej postojów znajdowało się przy kościele to nie lada wyzwanie! Jestem pod ogromnym wrażeniem, że są ludzie, którym chce się o tym pomyśleć. Ruszając pierwszy raz w tamtym roku obawiałam się tego, że właśnie modlitwa zejdzie na drugi plan. Na rowerze, w takiej grupie modlić się wspólnie to raczej niewykonalne. Myślałam również, że i postoje będą pozbawione często tego ważnego punktu, wszak nie mogą być za długie, bo kilometrów do przejechania trochę jest. Jakże byłam zdzwiona, kiedy to prawie na każdym postoju mówiliśmy dziesiątek różańca, codziennie mieliśmy Eucharystię, a w tym roku z racji zmienionej trasy udało nam się przeżyć wspólną adorację Najświętszego Sakramentu. Chyba im mniej czasu tym więcej i częściej modlić się trzeba! 

3. Sport. 

Jako miłośniczka ruchu prawie w każdej postaci, wieść przemierzeniu szlaku do Mamy na dwóch kółkach była dla mnie idealnym połączeniem. Modlitwa i sport – więcej w życiu do szczęścia mi nie potrzeba 😉. Dobrze znam pątniczy szlak od strony pieszej, jednak, gdyby ktoś kazał mi wybrać między jedną a drugą formą, to prawdopodobnie zostałabym przy rowerze. Bo… 

…według mnie, gdyby Pan Jezus żył teraz, to jeździłby na fajnej szosie i w SPD. Na wszystkich życiowych górkach człowieka zawracałby, żeby go pociągnąć, a przy jeździe pod wiatr dawałby koło jeszcze lepiej niż ks. Dukielski i cały pęd powietrza brałby na siebie.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.