Słyszysz wołanie?

kl. Michał

28 kwietnia 2021

Powołanie wydaje nam się czymś pięknym, ale też często niedostępnym i tajemniczym. Myślę, że nieraz ktoś Ci mówił, że każdy człowiek został powołany do świętości. Takie stwierdzenie jest pociągające, ale może wydawać się odległe i nieosiągalne. Dziś chciałbym Ci pokazać, że to ma dla Ciebie znaczenie – nawet w tym momencie, gdy czytasz ten tekst.

Mówiąc o powołaniu, najczęściej myślimy o powołaniu do kapłaństwa lub do zostania siostrą zakonną, trochę rzadziej do bycia mężem czy żoną. Te myśli są jak najbardziej poprawne, ale bardzo zawężające spojrzenie na nasze powołanie.

Chcąc to dobrze zrozumieć, spójrzmy na samo znaczenie słowa: po-wołanie. To coś następującego po wołaniu. To Bóg nieustannie woła do Ciebie – swojego kochanego dziecka. I w tym momencie pojawia się Twoja rola – odczytać i odpowiedzieć na to wołanie. Czy chodzi tylko o powołanie do kapłaństwa lub małżeństwa? Absolutnie nie! W takim wypadku musielibyśmy stwierdzić, że np. gdy wstąpimy do zakonu, to Bóg przestaje do nas wołać – to byłby absurd, bo jakże Ojciec mógłby zapomnieć o swoim ukochanym dziecku.

Ekscytująca podróż

Każda podróż, nawet ta najbardziej ekscytująca, którą będziesz wspominał przez lata, zaczyna się od pierwszego kroku i składa się z małych etapów. Mogę Ci zagwarantować, że Bóg Cię kocha. Jego miłość jest pewniejsza niż podatki. On wie, co jest dla Ciebie najlepsze i chce, żebyś był blisko Niego, co w całkowity sposób wypełnia się w byciu świętym. To piękna i ekscytująca podróż, ale o co chodzi z powołaniem i małymi krokami? To drobne rzeczy. Może Bóg powołuje Cię teraz, aby towarzyszyć przyjaciółce w jej trudnościach, a przez to stać się narzędziem w Jego ręku pokazując jej, że Bóg się o nią troszczy. Może powołuje Cię do pomocy starszej osobie, która mieszka obok, albo powołuje Cię do posprzątania w pokoju. Bóg powołuje Cię każdego dnia, również do małych rzeczy. Warto próbować je odczytywać codziennie, od samego otwarcia oczu.

Świat nieustannie bombarduje Cię informacjami, ale Bóg także nieustannie do Ciebie mówi! Próbując w tych chaosie i hałasie odczytać Jego Głos, możesz być zagubiony. Dla mnie też nie zawsze jest to proste. W odnalezieniu się w tym gąszczu informacji pomogły mi pewne rady, którymi chciałbym się z Tobą podzielić.

Drogowskazy na drodze

Pierwszym podstawowym krokiem, by to wszystko sobie ułożyć, jest modlitwa. Tu nie mogę Ci zalecić jednej konkretnej formy. Ty czy ja mamy swoją drogę do Boga i sami musimy poszukać, jaka forma została dla nas przeznaczona. Istotę stanowi tylko jedna zasada – jeśli modlitwa zbliża Cię do Boga, jest to dobra modlitwa.

Kolejny krok to rozważanie Słowa Bożego. Trudno rozeznawać to, do czego powołuje mnie Bóg, jeśli nie wsłuchuję się w Słowo, które nam wszystkim zostawił. Jak przy modlitwie – nie powiem Ci, jak masz medytować Pismo Święte. Ważne, by je czytać, a z czasem samo zacznie Cię poruszać i zmieniać.

Następnym i najbardziej konkretnym krokiem, ale nadal uniwersalnym, jest spojrzenie w siebie, na swoje pragnienia. Może Cię to zastanawiać, czemu masz patrzeć właśnie na to. Odpowiedź jest prosta: bo pragnienia pochodzą od samego Boga. Nasz Ojciec jest na tyle doskonały, że nie mógłby stworzyć jakiegoś bubla, dając swojemu dziecku pragnienia sprzeczne z tym, do czego je powołuje. Na tyle Cię kocha, że nie jest w stanie skazać Cię na cierpienie, dając pragnienie oddania się drugiej osobie w małżeństwie, jednocześnie powołując Cię do życia zakonnego.

Patrząc na ten trzeci punkt, możesz odnieść wrażenie, że odczytanie powołania jest banalne, bo wystarczy tylko spojrzeć w siebie, zastanowić się, czego właśnie mi się chce i sprawa gotowa. Pojawia się tu jednak pewien haczyk, o którym nie możesz zapomnieć. Trzeba rozróżnić swoje zachcianki od pragnień. Twoje własne marzenia czy zachcianki mogą się w Tobie pojawić przez jakieś słabości, którym ulegasz, przez to gdzie mieszkasz, czy chociażby przez pożądanie. Mogą się one okazać pomocne w odczytywaniu Twoich pragnień, jednak nie poprzestawaj na tym i szukaj w sobie tego, co jest stałe, niezmienne – pochodzące od Boga.

Jako finalny etap wskazałbym po raz kolejny modlitwę. Już może nie przy samym odczytywaniu powołania, ale w umacnianiu się w postanowieniu pójścia za głosem Boga. Stojąc przed jakąś trudną decyzją, dostajemy wiele rad. Naszym doradcą może być stały spowiednik, kierownik duchowy, przyjaciel, czy nawet przypadkowo napotkana na ulicy osoba. Wszyscy mogą być narzędziem w ręku Boga, lecz ta decyzja o pójściu którąś drogą powołania zawsze ma być Twoją decyzją. Przy wyborze mającym duży wpływ na życie, pójście za Głosem, który odczytujesz, może wymagać ogromu odwagi. Gdy masz podjętą decyzję, przedstaw ją Ojcu w modlitwie. Jeżeli podczas tej modlitwy będzie dany Ci pokój w sercu, umocni Cię to w niej i doda odwagi do czynienia nawet najbardziej szalonych rzeczy dla Boga.

Odwagi!

Tych kilka rad to wskazówki, które pomogły mi (i wciąż pomagają) na drodze rozeznawania mojego powołania. Pamiętaj jednak, że Twoja droga odczytania Bożej woli może być zupełnie inna! I Na koniec, aby mieć czyste sumienie, czuję się zobowiązany Cię ostrzec. Nie znam Cię, ale wiem, że w oczach Boga jesteś wielką osobą, umiłowanym dzieckiem. Odczytywanie tego, co Twój Ojciec mówi Tobie – swojemu umiłowanemu dziecku, może skończyć się odczytaniem wielkiego powołania. Życzę Ci, abyś miał odwagę na odpowiedź zgodną z wołaniem. Pamiętaj jednak, że Ojciec nie zostawia swojego kochanego dziecka, zwłaszcza przy wykonywaniu najtrudniejszych zadań – swojego po-wołania.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.