Opowiem Ci o mojej niewoli

Ks. Michał

1 października 2020

Wysiadł mi głos. Już dwa tygodnie nie głosiłem słowa. I pewnie jeszcze to potrwa. Dlatego chcę podzielić się z Tobą moim doświadczeniem Maryi i opowiedzieć, jak wyglądała moja droga do Niej. Może Ci niepotrzebne. Jasne, ale mam duże pragnienie o tym napisać. Przez wiele lat miałem problem z relacją do Maryi, jednak Pan to zmienił. Jak?

Jezus tak, Maryja nie

Od małego jakoś nie pałałem wielkim nabożeństwem do różańca. Owszem, pamiętam, jak na moim Michałowie ustawiało się w październiku siedemdziesięcioro dzieci, w tym ja, a „zdrowasiek” było tylko 50. Ale i tak staliśmy, żeby wydukać te kilka zdań. Takie dziecinne i niewinnie. Jednak, jak już zacząłem dorastać, to utarło się jakieś takie głupie myślenie pod moją czupryną, że czego ja mogę się uczyć od „jakiejś” Maryi. Słodka dziewczynka, nieodzywająca się za wiele albo jakaś daleka matrona, wielka i potężna Królowa. Pan Jezus to był Gość! Potężny, do tego tyle się o Nim mówi w kościele. Na oazach często padało zdanie, że On jest moim Przyjacielem, Bratem. A Maryja, to zawsze była Matka (nie Mama, ale Matka) i Królowa. Do tego jeszcze mówili o Niej „Niepokalana”. Jezus to cierpiał, a Maryja była niepokalana. Skutkiem takiego myślenia było to, że Maryja jest daleka. Wiem, że to trąci herezją, ale cóż – wiara dojrzewa.

Przełom, który dokonał się w ciszy

Kiedyś dzieliłem się świadectwem rekolekcji ignacjańskich. W czasie tych rekolekcji bardzo dokonywały się największe przemiany w moim życiu. Między innymi tam podjąłem definitywnie decyzję, że chcę oddać się Jezusowi całkowicie przez kapłaństwo. Ale też w trakcie tych rekolekcji, które skłoniły mnie do napisania tego tekstu Pan Jezus zaczął naprawiać w moim sercu relację z Maryją. Na początku byłem zły, bo wolałbym zatrzymać się nad Eucharystią, kierownictwem duchowym, celibatem, duszpasterstwem, bo to jest moją codziennością. Jednak moja kierowniczka duchowa, s. Karolina obdarowała mnie drobną książeczką św. Ludwika Gringon de Monfort „Tajemnica Maryi”. I się zaczęło.

Tajemnica, która była na wyciągniecie ręki

O. Bronisław Mokrzycki, mój duchowy mistrz, którego stawiam w moim życiu na równi z ks. Blachnickim i kard. Sarahem, dziełko, które zostało napisane w XVIII wieku, analizował krok po kroku, słowo po słowie (naprawdę!). Okazało się, że kilka stron tekstu było treścią modlitwy przez dwa tygodnie! I nagle Pan zaczął pokazywać mi, jak bardzo chce dać mi Maryję do mojego życia. Jak bardzo chce okazać mi swoją miłość powierzając Tę, która nosiła Go pod sercem. Zaczął mi Ją powoli dawać, bo wiedział, jak bardzo mi jest potrzebna jako kapłanowi. I w styczniu zacząłem „nasiąkać” Maryją. Były takie momenty, gdzie mój rozum się burzył, bowiem św. Ludwik pisał m.in., że „do Pana naszego nie trzeba iść nigdy inaczej, jak tylko przez Maryję”. „Jak to tylko przez Maryję?!” – myślałem. Przecież zbawienie jest w Jezusie, a nie w Maryi! Ale zaraz wracało słowo, że relację z Maryją można pojąć sercem, nie rozumem. Na relacjach z kobietami może znam się słabo, ale zakładam, że trzeba w nich więcej serca i czułości niż chłodnej kalkulacji. I powoli Pan Jezus przestawiał tą zwrotnicę w mojej głowie. Autentycznie czułem wtedy (czasownik jest tu użyty bardzo świadomie), że Pan mnie nawraca. Takich słów, zdań, które zmieniały moje patrzenie była cała masa. Zostawiam niżej zdjęcie, żeby nie być gołosłownym. Jednak to nie był jeszcze koniec. Nawet środek. W zasadzie to był początek. Wiesz czego? Niewoli.

Stałem się niewolnikiem

Pan Jezus bardzo cierpliwie na rekolekcjach dawał mi Maryję, pokazywał mi jaka Ona jest naprawdę. Opowiedział mi niejako o Jej czułości, wierności, miłości, bliskości. Pokazał Maryję jako najpiękniejszą kobietę, z całą głębią i wrażliwością. Do tego z czasem Pan, dzięki łasce Jego, sprawił, że wreszcie treści „spłynęły” z głowy do serca. W trakcie rekolekcji i po nich aż się wyrywałem, żeby modlić się przez wstawiennictwo Maryi, oddawać ludzi przez Jej ręce Jezusowi, oddawać to wszystko, co się działo w środku Jej. Temu wszystkiemu towarzyszył ogromny pokój i radość. Każdy kto ma doświadczenie działania Pana, wie jak to ciężko jest opisać słowami. Wybaczcie, ale to nie wyraża nawet części tego, co się działo w środku wtedy. Koniec końców, owocem tych rekolekcji miało być oddanie się w niewolę Maryi. Ale teraz już nie było oporu w głowie i sercu, ale gorące pragnienie oddania się całkowicie Maryi. Wtedy zrozumiałem dlaczego tak mocno w swoim życiu na Maryję stawiał Jan Paweł II i jego zawołanie Totus Tuus, a chodzi tu oczywiście o Maryję. Spojrzałem inaczej na kard. Wyszyńskiego i jego nabożeństwo do Matki z Częstochowy, czy w końcu na o. Kolbego czy wreszcie na ks. Blachnickiego. Zobacz, że wspólnym mianownikiem duchowości i życia tych ludzi jest oddanie się Maryi na przepadałe. Wtedy przyszło światło: jeśli oni poszli tą drogą i są (lub będą!) świętymi ludźmi, to jest to pewna i sprawdzona droga. Stało się. Razem z siostrą Karoliną na koniec rekolekcji dobraliśmy wspólnie termin zawierzenia się Maryi w niewolę. 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego o 15:45 w pustym kościele św. Wacława odmówiłem „Akt ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi, Wcielonej Mądrości, przez ręce Maryi”. Wtedy też założyłem łańcuszek na szyję, który traktuję jako łańcuch, symbol niewoli. Odtąd wyrzekłem się mojej woli, by w moim życiu działa się wola Maryi, która jest zawsze doskonale zbieżna z wolą Jezusa. Wiem, że może to są wielkie słowa. Wiem, że nie dorastam do tego. Wiem, że w ogóle jestem słabeusz. Jednak wiem też, że od tego czasu zyskałem Królową, która jest dla mnie najpierw czułą Mamą i dzięki której nigdy nie zginę, a zawsze dojdę do Jezusa. Wiem też, że jak nie ogarniam siebie, to wieczorny spacer z różańcem w ręku jest najlepszym wyjściem.

Moda na oddanie

Od jakiegoś czasu w sieci widzę, że pojawia się dużo treści dotyczących oddania się Maryi w niewolę. Rekolekcje trwające 33 dni, które można odprawić indywidualnie i na koniec zawierzyć się Maryi. Wielu moich przyjaciół podjęło zupełnie niezależnie ten temat. Dla mnie to jest jakiś znak czasu. Bo gdzie dzisiaj szukać schronienia i rozwiązania trudności, jak nie u Mamy? Obecnie dużą popularnością cieszą się tzw. „Rekolekcje oddania”. Tam jest masa materiałów i świadectw, które wprowadzą Cię dużo bardziej merytorycznie niż ja w temat. 

Jakby nie było, to proszę Cię na koniec o dwie rzeczy:

1. Jeśli chcesz się podzielić świadectwem Twojej relacji z Maryją, to napisz w komentarzu pod tekstem lub przyślij mi w wiadomości prywatnej, a ja, jeśli pozwolisz, anonimowo opublikują ją niżej. Może komuś Twoje świadectwo jest potrzebne?

2. Idzie październik. Powalcz o różaniec. Nie ten klepany, ale zaplanowany i potraktowany jak rozmowa z mamą w dzieciństwie, mówiąc krótko: z miłością. Będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli jeden z paciorków będzie za mnie, bom słabeusz. 

Ja przez cały październik będę pamiętał w różańcu o każdym, kto dotrwał do tego zdania!

Błogosławię! +

 

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.