Nie jestem jak...

Karolina

19 marca 2020

Kolejny czwartek Wielkiego Postu. Dobrze, że wchodzisz na tego bloga. Oznacza to, że szukasz czegoś dla siebie. Chcesz więcej. Mam nadzieję, że czytając ten tekst stwierdzisz, że znalazłeś. 

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi 

Byłam kiedyś na drodze krzyżowej, której stacja z Szymonem z Cyreny zapadła mi głęboko w pamięć. Właściwie tylko jedno zdanie. „A ja stałem obok, marząc o wielkich ideałach ewangelicznych, o radykalizmie i bałem się wejść na drogę, którą Bóg dla mnie wybrał”. Wyobrażam sobie scenę z tej stacji, patrzę na to z boku. Widzę to jak Szymona wręcz popychają, żeby pomógł Jezusowi. Dlaczego stawiał opór? Przecież zapewne był dobrym człowiekiem, pracował na roli. Raczej nie pojawił się wśród tłumu, żeby Jezusa wyśmiewać. Po prostu wracał do domu po pracy. Był zmęczony, jednak żołnierze to właśnie jego wybrali do pomocy przy niesieniu ciężkiego krzyża skazańca. Mimo niechęci poszedł i pomógł. Czemu wracam do zdania z początku? Bo bardzo się przy tej stacji do mnie odnosi. W swoim życiu zazwyczaj tylko stoję obok i patrzę, na przykład na Szymona pomagającego nieść krzyż. Mam wielkie i dobre pragnienia. Chcę być blisko Boga. Ale niestety jedną rzeczą różnię się od Szymona. On tak jak stał tak poszedł. A ja często dostając zaproszenie do zrobienia czegoś dobrego długo się zastanawiam i ciężko mi podjąć decyzję. Można się spierać czy w przypadku Szymona to była jego decyzja, czy żołnierzy, że poszedł pomóc? Myślę, że jego. Gdyby całkowicie był przekonany do tego, że nie chce się tego podjąć to protestowałby dużo wytrwalej. A on poszedł. 

Nie jestem jak Szymon, ja ciągle się migam, żeby pójść za Jezusem. 

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi 

Ta stacja jakoś łączy mi się z poprzednią. Jest jakby krokiem dalej. Weronika nie dość, że idzie do Jezusa, to jeszcze ma w sobie ogrom miłości i czułości względem Niego. Chce pomóc swojemu Mistrzowi. Otarła Mu twarz. Niewielki gest. Za to zapamiętany przez wieki jako coś niebywałego. Przecież mogła zginąć przy tym wyskoku. Żołnierze nie byli przyjaźnie nastawieni do nikogo. I tu jest coś, co urzeka mnie w tej kobiecie. Ona nie patrzy na to jak zareagują inni. Ona kocha. Kocha Kogoś kto właśnie teraz cierpi, nie chce zostawić Go samego. I chyba to powinnam od Weroniki wziąć. Przestać zajmować się tym, co pomyślą inni. Skoro robię coś dobrego, to dlaczego mam się tego bać? 

Nie jestem jak Weronika. Często nie potrafię iść do Jezusa, nie patrząc na to, jak zareagują inni. 

Te dwie stacje drogi krzyżowej to tak naprawdę historie dwóch osób. Niezależnie od tego, w jaki sposób były z Jezusem, to jednak BYŁY. Nie jestem jak oni, ale czuję, że łączę w sobie ich dwie cechy. Mimo szymonowego opierania się, jest we mnie chęć kochania Mistrza jak Weronika. Zostań dzisiaj z tym jednym zdaniem: a ja stałem obok, marząc o wielkich ideałach ewangelicznych, o radykalizmie i bałem się wejść na drogę, którą Bóg dla mnie wybrał. 

I pamiętaj, że wielkie rzeczy zaczynają się często tylko od wielkich marzeń.


Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.