Na tapczanie siedzi leń

Artur

4 marca 2021

W toku wielkopostnych przemyśleń doszedłem do wniosku, że Chrystus podarował mi ten czas, bym zatrzymał się na chwilę nad moim życiem.
Uznaję to za pewien rodzaj rachunku sumienia, gdzie na modlitwie w ciszy, zaglądam w zakamarki swojej duszy i szukam odpowiedzi na jedno pytanie: Dlaczego jestem taki, jaki jestem? Owocem tych rozważań stało się dostrzeżenie jednego z moich największych, wewnętrznych wrogów – lenistwa.

O co chodzi z tym lenistwem?

Jestem osobą, która uwielbia być w ruchu. Zdecydowanie należę do grona ekstrawertyków, ponieważ właśnie z działania i spotkań z innymi ludźmi czerpię radość i siłę. Zatem bycie leniwym jest sprzeczne zarówno z moim charakterem, jak i stylem życia, który prowadzę. Często jednak wypowiadam słynne słowa; „Nie chce mi się”, gdy danego dnia mam jakieś plany bądź obowiązki do wykonania.

Oczywiście jest diametralna różnica pomiędzy tym, że w wolności nie chcę czegoś zrobić, bo mi to nie odpowiada, a zrezygnowaniem z czegoś, bo to wymaga ode mnie wysiłku. Zauważyłem jednak, że w wielu przypadkach bliższe jest mi drugie znaczenie tego zdania.

Lenistwo w wymiarze fizycznym i duchowym.

Coraz bardziej widoczne staje się dla mnie to jak wiele mogłem utracić przez oddanie się temu zniewoleniu. Właśnie tak, dla mnie lenistwo jest niewolą, ale o tym napiszę trochę później. Pewnie tak samo jak ja otrzymujesz wiele propozycji typu; „Czy chciałbyś wyjść dzisiaj na rower?”, „Organizujemy wyjazd w góry. Czy chciałbyś się z nami wybrać?”, „Dzisiaj u mnie w parafii jest adoracja i pomyślałem, że może chcesz wpaść?”. Wszystkie związane są z pewnym wysiłkiem, przełamaniem samego siebie, odkryciem czegoś nowego.
Nigdy nie miałem problemu z nieśmiałością i zawsze z wielkim entuzjazmem podchodziłem do takich zaproszeń. Mimo to zawsze pojawia się taka myśl, niczym cichy szept: „Nie chce mi się, zostanę w domu i odpocznę sobie”.
Jednocześnie, siedzenie w domu nie oznaczało odpoczynku, tylko poczucie nieustającej nudy, bo nie warto się niczym zająć.
Sprzątanie – nie opłaca się, bo i tak zaraz będzie brudno.
Nauka – dzisiaj już jest późno, zacznę od jutra.
Modlitwa – poczekam do niedzieli i pomodlę się na Mszy Świętej.

Miarą lenistwa jest to, jak wiele obowiązków odłożymy sobie na później. Myślałem, że zrobię to wszystko później jak już będę w lepszym humorze.
Wpadłem we własną pułapkę, z której ciężko było mi się wydostać. To tak jakby jedna część mnie wręcz wołała o to by wstać i czymś się zająć, a druga przykuwała mnie łańcuchami bezradności i niemocy.
Dwie rzeczywistości, tak bardzo sprzeczne ze sobą, a pośrodku nich ja dokonujący wyboru.

A tymczasem życie toczyło się dalej.
Moi znajomi podróżowali, spotykali się, rozwijali swoje pasje i umiejętności.
Ja natomiast spędzałem kolejne dni na czekaniu na zmianę, która mogła nie nadejść.
Ponieważ tak naprawdę nie starałem się, by cokolwiek zmienić.
Nie miałem postanowienia poprawy, chęci do działania bądź modlitwy.

Taki stan odbija się zarówno na zdrowiu psychicznym, jak i fizycznym.
Dlatego właśnie określam to mianem niewoli.
Człowiek posiada wiele talentów i umiejętności, by móc korzystać z życia i czynić dobro.
Wybierając lenistwo, nieświadomie sprowadza na siebie lawinę innych grzechów i staje się więźniem swojego niechcenia.
Odkładając obowiązki w pracy, na uczelni czy w szkole, zaczyna kłamać, by nie pokazać się w złym świetle.
Chcąc nadrobić stracony czas, sięga po łatwe rozwiązania, jak ściąga na egzaminie, kradzież czyjegoś projektu bądź kopiuje rzeczy prosto z Internetu.
Szukając zajęcia i wrażeń, sięga po używki – alkohol, papierosy, narkotyki, pornografie, spędza coraz więcej czasu w Internecie, zamyka się na otaczający świat.

W takim momencie człowiek zaczyna wierzyć, że życie jest szare, nudne, monotonne i przestaje liczyć na to, że coś zmieni się na lepsze.
Wpada w błędne koło, z którego ciężko jest się wydostać.

Recepta na lenistwo

Nie chcę zabrzmieć jak couch czy motywator, dlatego przedstawię gotowego i sprawdzonego planu jak poradzić sobie w takiej sytuacji życiowej. Mogę jedynie opowiedzieć, jak ja staram się radzić z tym problemem.

1. Modlitwa w ciszy
Można się było spodziewać, że pojawi się na pierwszym miejscu. Obecnie żyjemy w świecie nieustannego hałasu i natłoku informacji. Mam wrażenie, że jest to obrona człowieka przed głosem sumienia, ponieważ Bóg przemawia właśnie w ciszy naszego serca. Będąc przed Najświętszym Sakramentem, myślę o tym, jakim człowiekiem był Jezus. On też przecież miał swoje problemy jak ja, więc gdzie mogę szukać pomocy, jeśli nie u Niego?
Zaczynam z Nim rozmawiać tak, jak z przyjacielem. Wtedy najlepiej poznaję samego siebie. Patrzę na swoją duszę Jego oczami.

2. Medytacja Słowa Bożego
Gdzie zatem mogę poszukać odpowiedzi Jezusa? Przecież nie przemówi do mnie i nie powie mi: „Artur, zrób tak i tak, a będzie pięknie”.
Sięgam zatem po Pismo Święte, które ciągle mnie zachwyca. Mimo tego, że można uważać je za przestarzałe, to znajduję w nim odbicie obecnej rzeczywistości.
Codzienny Namiot Spotkania i odkrycie siebie samego w tym Słowie, są dla mnie niezbędne by stworzyć jakikolwiek plan działania.

3. Chęć do zmiany
„Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Mk 8,34).
Jestem bardzo związany z tym fragmentem i czuję, że Jezus wiele razy wypowiadał te słowa do mnie. Dzięki nim wiedziałem, że aby wygrać z grzechem muszę zaprzeć się samego siebie i zmusić się do działania. Muszę, tak jak Chrystus na swojej Drodze Krzyżowej, wstawać za każdym razem, gdy upadnę i iść dalej z myślą, że doprowadzi to do wielkiego dobra. Bez mojego świadomego wyboru i działania, nawet najlepsza modlitwa nie zadziała.

4. Zarządzanie czasem
Jest to etap, w którym znajduje się obecnie i wymaga on najwięcej pracy. Mając świadomość nieuporządkowania, chcę wykonywać plan działania na dany dzień. Gdy wszystko będę miał uporządkowane, to wtedy ciężko będzie lenistwu wkraść się w moje codzienne obowiązki. Mam zamiar tak rozdzielać swój czas, aby było w nim miejsce dla Pana Boga: modlitwa po i przed snem, Namiot Spotkania, wieczorna Msza Święta. Nauka będzie zajmowała większość dnia, więc odpoczynek i czas na spotkania ze znajomymi czy rodzinką, zarezerwuję wieczorem.

Mam dużą motywację, by w czasie Wielkiego Postu wypracować w sobie większą pracowitość oraz umiejętność dawania siebie Bogu i drugiemu człowiekowi.
Jednocześnie wiem, że będąc blisko Jezusa i stawiając go na pierwszym miejscu, wszystkie inne sprawy znajdą się na właściwym, a ja uwolnię się od lenistwa. Dzięki temu będę mógł odkrywać wspaniały świat, w którym żyję.

“Wymagajcie od siebie nawet gdyby inni od Was nie wymagali”
św. Jan Paweł II

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.