Moja kotwica, czyli jak nie zatonąć w morzu ludzi

Olga Sochaczewska

16 marca 2020

Gdybym zamknęła się tylko na moją parafię już dawno zostałabym zagorzałą ateistką – powtarzam to wielu ludziom, z którymi mam do czynienia na studiach. Niezbyt chcą mówić o swojej wierze i nie potrafią określić dokładnego momentu, kiedy odeszli od Kościoła. Niekiedy okazuje się, że był to cały proces: szereg przypadków, urażeń, niezrozumienia, braku wytrwałości i stopniowego oddalania się od Boga. Czy poszukiwali kogoś, kto im wytłumaczy sens wiary? Może jakiś fajny ksiądz, siostra, schola, oaza? Ale… ostatnio kolega z zespołu spytał mnie, czym jest Ruch Światło-Życie, bo on nigdy o tym nie słyszał. I teraz weź tu człowiekowi wytłumacz w parę minut, że jego porównanie oazy do Armii Zbawienia nie jest zbyt trafione. Pomyślał sobie chyba, że jestem w jakiejś sekcie. Tak też czasem postrzegany jest nasz Kościół. Ostatnio miałam okazję obejrzeć „Kler” pozytywny obraz to zdecydowanie nie jest; tak jakby ktoś z zewnątrz przedstawił hiperbolicznie same negatywy. Czy rozumiem i potrafię zrozumieć ich punkt widzenia? Nie jestem w ich skórze, ale na pewno staram się ich też nie oceniać. Przypominam sobie moją drogę, która wcale nie była usłana różami. 

Wybór drogi ma znaczenie

Jezus mówi: „Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska jest droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują”. (Mt 7, 13-14). 

Z kolei święta Siostra Faustyna w swoim Dzienniczku napisała: „W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach” (Dz 153).

Gdy odkryłam to powiązanie łza zakręciła się mi w oku. Teraz zdarza mi się to coraz rzadziej, bo staję się „starą oazową wyjadaczką” – w końcu 20 lat to poważny wiek. 

Kierunek – Pan Bóg!

On zawsze był przy mnie, na dobre i na złe. Czasami nawet miewałam sny, w których On był. Pamiętam je do dziś. 

Niekończąca się biało-kremowa przestrzeń. Po moich bokach delikatnie pachnące białe lilije, a pośrodku stał Jezus. Wiedziałam i czułam, że to On. Wysoki i postawny, ubrany w jasne szaty i bosy. Widziałam kosmyki Jego brązowych włosów opadające Mu na ramiona. Miał rany na dłoniach i stopach, a na czubkach palców szare małe plamki. Nie widziałam Jego twarzy, tylko od szyi w dół. Może zachował to dla mnie aż przyjdę spotkać się ponownie i zostać z Nim już na zawsze? Nie mówił nic, najważniejszą rolę odgrywały gesty. 

Wziął delikatnie moje małe dłonie w swoje (wszyscy śmieją się, że są wielkości dłoni dwunastolatki), obrócił je wierzchem do góry i ze swoimi zrobił tak samo. Nagle, ku mojemu zdziwieniu, te małe szare kropeczki z Jego palców znalazły się na moich. Nie potrafiłam pojąć, co to oznacza. Czy mnie w ten sposób wybrał i powołał?

Poszukiwanie gruntu pod nogami

„Skieruj do Pana swe kroki, ufaj Mu, a On będzie działał (Ps 37,5). Tak też starałam się robić. Dzięki Bożej łasce natrafiłam na ojca Adama Szustaka OP i księdza Piotra Pawlukiewicza.

Ci dwaj wspaniali kapłani przytrzymali mnie przy Bogu i jeszcze przybliżyli mnie do Niego. Nigdy nie miałam okazji spotkać ich i porozmawiać z nimi twarzą w twarz. A jednak, nieraz na naszej pokręconej drodze ku zbawieniu pojawiają się ludzie, których obecność w taki czy inny sposób oddziałuje na nasze życie. A Ty? Czy potrafisz kogoś takiego teraz wymienić? 

Tomasz Samołyk w filmiku na Youtube pt. „Ksiądz, który uratował mi życie” powiedział: 

– Nikt wcześniej nie mówił do mnie w kościele w ten sposób. W całej serii „Księża” daje odważne świadectwo wiary i dzieli się osobistymi przemyśleniami dotyczącymi św. Jana Pawła II, o. Szustaka czy „zwykłego” księdza.

Żeby nie było mamy też przykłady z własnego podwórka. Ks. Piotr powiedział na jednej ze swoich konferencji, że „ideałem chrześcijanina nie jest taki właśnie cichy, spokojny, nie wadził nikomu.” O tak, świetnie się z tym utożsamiam. 

Postanowiłam więc działać i nawracać moich znajomych. Bóg pewnie przypatrywał się temu z uśmiechem, ale czasem też coś pomagał. Zaczęło się od przyjaciół.

Jednego z nich poznałam na I st. ONŻ w Zarzęcinie. Ci, co ze mną tam wtedy byli pamiętają tę zimną wodę, zakaz kąpieli w jeziorze i „nawracanko” harcerzy. Więc mój przyjaciel H. był w oazie, był ministrantem, był harcerzem. Dziś nie jest. Ale jest nadal moim przyjacielem H.

Drugiego poznałam w liceum. O tym, że nie wierzy dowiedziałam się przez przypadek pod koniec trzeciej klasy. Nie wyśmiewał moich poglądów, nigdy nie spojrzał na mnie krzywo, gdy mówiłam o Bogu i chodził na religię. O księdzu, który prowadził katechezę mówił: 

– Ksiądz mnie chwali, rozumie i się ze mną często zgadza. Na koniec roku pójdę do niego i powiem, że nie wierzę. Ciekawe co mi powie. Jak się domyślacie, poszedł. Razem ze mną podziękować mu za te trzy wspaniałe lata. Jeszcze później, już posiadając status studenta, „wbiliśmy” mu na religię i wspominaliśmy stare, dobre czasy.

Jak jest dziś? K. ostatnio napisał mi coś, co daje nadzieję: – Mi się dusza jakoś budzi. Nie wiem co to będzie. (…) Modlę się codziennie za cały kontynent. 

Odnalezienie lądu

Nie jest łatwo. To nie księża z parafii polecili mi oazę. To nie moja rodzina należy do Domowego Kościoła. To ja, dzięki Bogu, stałam się animatorką.

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz, spytany przez dziennikarza o jego krzyż, odpowiedział wprost 

-Pan Parkinson. Bardzo cierpiał, że zdrowie nie pozwala mu na taką aktywność jak wcześniej. W pierwszy dzień kalendarzowej wiosny doszła do nas wiadomość, że Bóg postanowił spotkać się z nim twarzą w twarz.

Są jeszcze inni, którzy są z nami: ks. Marek Dziewiecki, o. Łukasz Buksa OFM, ks. Jakub Bartczak… To także kapłani bliscy mojemu sercu, którzy każdy na swój sposób prowadzą ludzkie dusze niczym GPS po morzu, by nie zabłądziły, a tym, którym się już to przytrafiło mówią: 

AHOJ, MŁODY CZŁOWIEKU! RÓŻANIEC W DŁOŃ I CAŁA NAPRZÓD!

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.