Modlić się czy działać?

Ks. Michał

18 września 2020

„To jest dobry ksiądz, bo tyle zrobił!”. „Z niego to będzie animator! Taki zaangażowany!”. „Jaką głęboką wiarę musi mieć ta dziewczyna, tak bardzo się poświęca dla parafii!”. Owe stwierdzenia nie są wzięte z kosmosu. Na własne uszy je słyszałem. Pół roku temu zgodziłbym się z takimi opiniami wręcz bezrefleksyjnie, w ciemno. Tylko czy w chrześcijaństwie chodzi o to, by „robić”

Jedna wielka porażka

Nie jestem do końca przekonany czy Jezus przebiłby się dzisiaj ze swoim sposobem głoszenia Ewangelii. Wyobraźmy to sobie: za Jezusem idą tłumy, ludzie cisną się do Niego, krzyczą za Nim. Zapewne dzisiaj do takiej sytuacji, by w ogóle nie doszło, bo „nie ma dystansu społecznego!” albo „gdzie są maseczki!”. W sumie to Jezus jakiś wielkich struktur też nie zbudował. Wybrał jedynie kilku miernych chłopaków na Apostołów. Z takich tłumów?! Tylko dwunastu?! To tak, jakby miał parafię piętnastotysięczną i przez trzy lata założył tylko jedną grupę oazową. Nie jeden powiedziałby, że taki pasterz to porażka. Same okoliczności śmierci Jezusa też są przykre, pomijając, że umiera niewinny człowiek w ogromnych katuszach. Skoro jednak Jezus miał tyle ludzi obok siebie w czasie publicznej działalności, to nagle na Jego pożegnaniu jest Jego Matka, kilka ciotek i młody Jan. Dzisiaj to pewnie powiedziałoby wielu, że po co było Mu kombinować? To teraz ma pożegnanie. Po ludzku patrząc życie Jezusa to porażka. Tam nie ma wielkich liczb, struktur, wybudowanych kościołów i wyremontowanych ośrodków, głośnych akcji ewangelizacyjnych i pieniędzy. W sumie to na końcu jest jedno: krzyż. 

Nie wiem czy tak odbierasz ten tekst, ale „ulewa mi się”, gdy o tym piszę. Bowiem często można się spotkać, że wyznacznikiem poziomu duszpasterstwa czy posługi animatora są liczby i dzieła. Jezus po ludzku tego nie miał! A zrobił najwięcej w historii świata! Patrząc na Jezusa istotą działalności i apostolstwa nie są dzieła, akcje i tabuny anonimowych ludzi. To jeśli nie to, to co jest najważniejsze?

Samo się nie zrobi? Nieprawda!

Benedykt XVI do duchowieństwa w 2008 r. w Brindisi mówił tak: 

„Niech rytm Waszych dni będzie wyznaczany przez pory modlitwy, gdy na wzór Jezusa będziecie trwać na ożywiającej rozmowie z Bogiem. Wiem, że niełatwo pozostawać wiernym owym codziennym spotkaniom z Panem, który czeka na nas w tabernakulum, zwłaszcza w naszych czasach, kiedy tempo życia stało się szalone, a zajęcia coraz mocniej pochłaniają. Musimy jednak przekonać się do tego, że modlitwa to najważniejszy czas w życiu kapłana, czas, w którym Boża łaska działa najskuteczniej, zapewniając owocność jego posługiwaniu. Pierwszą rzeczą, jaką należy służyć wspólnocie, jest modlitwa. Chwile modlitwy muszą zatem zajmować w naszym życiu naprawdę pierwsze miejsce”.

Wiem, że to słowa wypowiedziane do kapłanów. Ale czy nie dotyczą one każdego, kto spotkał Jezusa w swoim życiu? Modlitwa ma być pierwsza! Czym w zasadzie ona będzie owocować? Relacją z Jezusem. I wtedy nie trzeba robić akcji duszpasterskich za miliony złotych i zapraszać Bóg wie kogo. Wystarczy być przy Jezusie, a wtedy będą działy się cuda. Wszystko jednak bierze swój początek w modlitwie.

Matka Teresa polecała każdemu przynajmniej godzinę adoracji dziennie. Pewnemu księdzu, który próbował wykręcić się z tego obowiązku, żaląc się jej, że ma dużo pracy, powiedziała: „W takim razie ksiądz powinien adorować Pana Jezusa dwie godziny dziennie!”. 

Bez modlitwy każde działanie będzie miałkie, krótkotrwałe. Dlatego w apostolstwie, ewangelizacji, głoszeniu najsensowniejszym działaniem będzie przyznanie pierwszeństwa modlitwie! A tu trzeba cierpliwości. Czasami tygodni, nierzadko miesięcy, a może i lat bycia wikarym na parafii czy animatorem we wspólnocie. To nie liczby są najważniejsze tylko relacja z Jezusem. Kogo Ty chcesz dawać innym, jeśli sam nie masz z Nim relacji? Warunkiem budowania trwałej wspólnoty będzie życie modlitwą liderów, pasterzy i odpowiedzialnych. Dwa lata posługi w Diakonii Komunikowania Społecznego były dla mnie dowodem prawdziwości tych słów.

Nie znaczy, że masz teraz być bierny

Skrajnością, która grozi człowiekowi smakującemu modlitwy może być bierność. „Ja się będę modlił i to wystarczy”. Oczywiście, choć dojrzała relacja z Jezusem będzie „wypychała” do ludzi i do działania. „My nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” powie św. Piotr w Dziejach Apostolskich do Żydów, gdy zakażą mu przemawiać w Imię Jezusa. Modlitwa rodzi czyny. Apostolstwo „materializuje” to, co się dokonuje na modlitwie. Dlatego zawsze warto obserwować, co wynika z Twojej modlitwy? Do czego popycha Cię doświadczenie słowa?

Zbawienny lockdown

Owa garść niepoukładanych myśli jest owocem procesu, który obserwuje w swoim kapłaństwie od pół roku. Dostrzegam, że wiosenny lockdown był dla mnie czasem nawrócenia. Bowiem, gdy wszystko się zatrzymało, zobaczyłem jak jestem „wypruty” wewnętrznie. Ludzie chwalili, bo taki byłem zaangażowany, że wszędzie pełno, że zapaleniec. Super. Jednak Pan Jezus zaczął powoli mi pokazywać, że w całym tym szaleństwie brakowało Jego. Modliłem się dotychczas, jasne. Tylko modlitwa była bardzo powierzchowna. Z czasem Pan dał doświadczenie słowa. Wlał taką łaskę od połowy marca, że prawie codziennie udaje mi się znaleźć minimum 20 minut na Namiot Spotkania, a nierzadko pół godziny. Nawet teraz, gdy często odprawiam o 6:00, udaje się o 5:15 przy kawie karmić się słowem! A wcześniej miałem ogromne problemy ze wstawaniem. Mając doświadczenie Jezusa, który mówi do mojego serca zacząłem wreszcie Go pytać, czego On chce, a przestałem prosić, żeby wpisał się w moje pomysły duszpasterskie. W końcu, chyba w sierpniu, bardzo mocno doświadczyłem tego, że pierwszą i najważniejszą czynnością w życiu księdza jest modlitwa. Nie akcje, ale głęboka modlitwa w ciszy. Kto tego choć raz zakosztował, wie jak smakuje bycie z Jezusem w ciszy. Tego nie da się opisać słowami. Od początku nawrócenia do dziś w moim życiu zmieniło się praktycznie wszystko: zmieniłem parafię, diakonię, szkołę, wiele relacji uległo rozluźnieniu, inne się zacieśniły. Ale wiecie co jest w tym najpiękniejsze? Że dzięki doświadczeniu modlitwy wiem, że Jezus nad tym czuwa i nigdy mnie nie zostawi samego. 

Dlatego nie jest dla mnie najważniejsze czy osiągnę w moim kapłaństwie spektakularne sukcesy, czy będę duszpasterską gwiazdą. Nie. Najważniejsze jest dla mnie, żeby się modlić, czyli mieć relacje z Jezusem. A On resztę poukłada.

 

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.