Mam plan, nie mieć planu

Julia

5 marca 2020

Szybki wstęp i lecimy dalej! 

Minął tydzień, odkąd rozpoczął się Wielki Post. Z Wielkim Postem jest trochę tak, jak z nowym rokiem (nowy rok = nowa ja), narzucamy sobie masę postanowień i wyrzeczeń, ale przeważnie odpuszczamy po tygodniu. A może tym razem będzie inaczej? Nie mam pojęcia. Ale wiem jedno – w każdy czwartek Wielkiego Postu widzimy się na Targowisku. Co nas tu czeka? DROGA KRZYŻOWA – będziemy ją wałkować do znudzenia, co tydzień, w każdy czwartek, przez cały Wielki Post i nie, nie pomyliłam się – chodzi mi o czwartek, a nie piątek. Już odpuściłeś sobie czytanie tego tekstu? Jeszcze nie? Całe szczęście! Bo chcę powiedzieć Ci, że nasze czwartkowe spotkanie z drogą krzyżową, będzie polegało na szukaniu w jej poszczególnych stacjach siebie – mnie i Ciebie. No to lecimy! 

Mam plan, nie mieć planu – stacja I 

Stacja I: Jezus na śmierć skazany – to już wszyscy znamy, ale co ja mam z tym wspólnego? Jak mam w tym odnaleźć siebie? Przecież nikt nie ma prawa skazać mnie na śmierć! Ano, wyobraź sobie, że mam z tym więcej wspólnego niż myślisz. Skazanie Jezusa na śmierć było początkiem Jego drogi krzyżowej, kolejnym etapem realizacji Jego powołania, którym było oddanie życia za grzechy wszystkich ludzi. Powołanie to słowo klucz. Przy tej stacji musimy sobie uświadomić, że każdy z nas jest do czegoś powołany, dla każdego z nas Bóg ma jakiś plan. Nie wiem na jakim etapie rozeznawania swojego powołania jesteś drogi czytelniku, ale powiem Ci, na jakim etapie ja jestem – czuję, że już rozeznałam. (Mamo, spokojnie – to nie zakon) Myślę, że kierunek moich studiów nie jest przypadkowy i jest to część Bożego planu. Planowałam robić w życiu coś innego, praca w przedszkolu nie była nigdy moim marzeniem. Pan Bóg jednak tak pokierował tym wszystkim, że jestem w trakcie drugiego semestru pedagogiki wczesnoszkolnej i przedszkolnej. Czemu mieszam Pana Boga w zmianę moich planów? Bo po ludzku to jest po prostu niemożliwe, żeby wydarzyło się tyle rzeczy, które doprowadziły mnie do tego miejsca. Ufam, że to wszystko jest Jego wolą.Swoją patronkę z bierzmowania wybrałam przez przypadek, teraz widzę, że nie ma przypadków. Musiałam wtedy napisać życiorys wybranej przeze mnie patronki, oczywiście zostawiłam to na ostatnią chwilę i wtedy pod presją czasu wybrałam św. Urszulę Ledóchowską – patronkę nauczycieli, chociaż nie wiązałam mojej przyszłości z tym zawodem. Kiedyś słyszałam takie zdanie “Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz Mu o swoich planach” i tak to właśnie u mnie działa. Myślisz, że jak już rozeznasz to powołanie, to dalej będzie z górki? Nie ma takiej opcji! 

Plan ma Pan, nie przeszkadzam Panu – stacja II 

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona – nas też to nie ominie. Okej, sprawę powołania mamy już omówioną, ale droga krzyżowa trwa dalej. Teraz będzie ciężki temat, no bo jak temat krzyża może być lekki. Jezus niósł wielki drewniany krzyż, który sprawiał, że Jego droga była ciężka. My raczej nie chodzimy przez miasto z krzyżem na plecach, ale to nie znaczy, że go nie mamy. Naszym krzyżem są trudności i cierpienia, które spotykają nas po drodze. I tu znowu odwołam się do czegoś, co kiedyś usłyszałam: “Nikt nie dostaje krzyża, którego nie byłby w stanie unieść”. Już nawet nie będę mówiła ile razy czułam złość, bo miałam wrażenie, że jestem w sytuacji bez wyjścia, że tym razem to już koniec i miałam pretensje do Boga. Byłam zła, że stawia mnie w sytuacjach, w których nie chcę być postawiona. Teraz wiem, że nawet jeśli coś po ludzku wydaje się niemożliwe do przeżycia, to jest to po prostu kolejna okazja do tego żeby oddać się Bogu i przejść przez to razem z Nim. W tym roku przeżywałam swoją pierwszą sesję, na studiach, które przecież mają zaprowadzić mnie do pracy, która jest moim powołaniem. Wcale nie poszło gładko. Oblałam ważny egzamin. Byłam zła, ale koniec końców pogodziłam się z tym, że mam poprawę, uczyłam się i powiedziałam sobie “okej Panie, niech będzie tak, jak chcesz”. No i chyba chciał, bo wszystko zaliczyłam. Nie chcę pisać wypracowania o trudnościach, bo każdy ma swoje i wszyscy wiemy, że nie jest to łatwy temat, ale chcę powiedzieć, że nigdy nie jesteśmy z nimi sami – On zawsze jest z nami. Trudności są elementem Jego planu, przyjmujmy je z pokorą, bo On ma plan i widzi więcej niż my.  

Mój plan na Wielki Post? Mam plan – nie mieć planu. Plan ma Pan, nie przeszkadzam Panu. Nie narzucam sobie postanowień, po prostu chcę być bliżej Boga, a On zadba o resztę i da mi to, co uzna za słuszne.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.