Internet:
szkodliwy fast food czy Królestwo Niebieskie?

Ks. Michał

18 marca 2020

Pierwszy tydzień „narodowej kwarantanny” za nami. Dla nas, milenialsów, to taka namiastka tego, co się działo kiedyś w Polsce: zamknięte granice, puste półki, ograniczone poruszanie się, kontrole w domach dla bezpieczeństwa. Oczywiście gatunek jest zupełnie inny. Jednak różnica jest jeszcze jedna: czterdzieści lat temu kościoły były pełne, a dzisiaj? Puste. Oczywiście, prędzej czy później wszystko wróci do normy (mam nadzieję). Ale przez ten ostatni tydzień uczę się duszpasterstwa na nowo: on-line. Zatem czy można powiedzieć, że istnieje coś takiego jak „duchowość on-line”? Da się budować wiarę dzięki YT? Czy wysłuchanie jakiegoś dobrego podcastu ma większą wartość niż średnie kazanie wikarego? I na koniec: czy ta Eucharystia z FB może tak samo rodzić wiarę, jak przeżywana na żywo? Zapraszam Cię, żebyśmy razem się nad tym zastanowili.

Jak Kościół patrzy na Internet?

Często się słyszy, że ludzie związani z Kościołem to „ciemnogród” i „dewocja”. Jednak o środkach masowego przekazu pisał już papież Pius XII w 1957 roku (więcej dowiesz się u cioci Wikipedii). Paweł VI w Evangelii Nuntiandi (1975 r.) napisze: „Kościół byłby winny przed swoim Panem, gdyby nie używał tych potężnych pomocy, które ludzki umysł coraz bardziej usprawnia i doskonali” (EN 45). W Instrukcji Duszpasterskiej o Środkach Masowego Przekazu można już na początku znaleźć taką perełkę:  „Kościół widzi w środkach społecznego przekazu dar Boży, ponieważ zgodnie z opatrznościowymi zamiarami Boga doprowadzają one do braterskiej przyjaźni między ludźmi, którzy w ten sposób łatwiej odpowiadają Jego zbawczej woli”. Sobór Watykański II nie mógł nie zająć się tematem środków masowego przekazu, dlatego jednym z pierwszych uchwalonych dokumentów (oczywiście po Sacrosanctum Concilum <3 – pozdrowienia dla #DiaLit) był dekret Inter Mirifica (krótki, a treść znajdziesz tu). Wniosek zatem prosty, po tej pobieżnej i amatorskiej kwerendzie: Kościół bardzo docenia Internet! Jest tu wiele dobra. Ale ciągle nie mamy odpowiedzi na pytanie: czy Internet może być substytutem pewnych praktyk duchowych?

Rozpalić ogień, a później go podtrzymać.

Czasami nudzą mnie kazania. Nierzadko bierze się to z mojego duchowego dziadostwa, które się wkrada. Słabeusz jestem. W takich sytuacjach wracam do chałupy i odpalam sobie np. abp. Rysia na jutubku albo  ks. Dominika Chmielewskiego czy mojego duchowego przewodnika, o. Bronisława Mokrzyckiego. I człowiek ma jakąś korzyść duchową, bo i na katechezę ma nowe inspiracje i inaczej na słowo Boże spojrzy czy coś mądrego w konfesjonale powie. Jednak czy to może wystarczyć? Znam wielu ludzi, którzy w pędzie codzienności, jadąc np. autobusem słuchają o. Szustaka. Wszystko super, ALE. W dokumencie „Kościół a Internet” Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu w pkt. 5. znajdziemy takie zdanie: „Chociaż rzeczywistość wirtualna cyberprzestrzeni nie może stać się zamiennikiem prawdziwej wspólnoty ludzkiej, wcielonej rzeczywistości sakramentów i liturgii czy też bezpośredniej proklamacji Ewangelii, może jednak je uzupełniać, przyciągać ludzi do pełniejszego doświadczenia życia wiary i ubogacać religijne życie korzystających z niej osób”. Zatem wniosek z tego można pokazać na zasadzie prostego obrazu: z wiarą jest jak z ogniem. Musi pojawić się iskra, potem płomień i na końcu ognisko. To, co człowiek usłyszy w sieci może dać impuls, zapalić, ale żeby ten żar podtrzymać, to niezbędne są tu sakramenty, prawdziwa homilia z odniesieniem do życia czy kierownictwo duchowe. Dlatego w moim sercu rodzi się obawa, że jeśli taki stan kwarantanny potrwa bardzo długo, to odbije się to na wierze wielu ludzi. Obym jednak się mylił!

Internet to Królestwo niebieskie.

Będąc diakonem uczestniczyłem we Mszy świętej w jednej z podradomskich parafii. Homilię w I niedzielę Adwentu głosił kapłan, który miał już ok. 80 lat. Wszystko było w porządku, choć w pamięci zostało mi jedno zdanie: „W Internecie dzieje się zło”. Wróciłem tej niedzieli do seminarium, włączyłem po 22:00 audycję rzeczonego o. Szustaka „Plaster Miodu”, a tam jedną z myśli było to, że Internet to Królestwo niebieskie. Zgłupiałem. Jednak teraz widzę, że i jeden i drugi mieli rację. Można masę dobra i zła znaleźć w sieci. Spójrzmy na to, co dobre: Instastory to świetne miejsce, by dać komuś impuls do modlitwy, podzielić się słowem. Na YouTube lub Spotify możesz znaleźć taką muzykę, która będzie oddawała to, co siedzi Ci w duszy. Masa grafik z inspirującymi myślami, ulubieni kaznodzieje, nie wspominając już o milionie transmisji na żywo Mszy świętych, nabożeństw i innych akcji duszpasterskich. Przecież to przez social media można pokazać prawdziwe oblicze Kościoła, a nie to, które siedzi w głowie naburmuszonego Kowalskiego, który odwraca głowę, gdy widzi księdza z Komunią święta w pierwszy piątek miesiąca na swojej ulicy. Sam wiesz najlepiej, że Internet, to świetne miejsce, żeby pomóc duchowo sobie lub komuś.

A w jaki sposób Internet Tobie pomaga w rozwoju duchowym? Może chcesz się podzielić swoimi „religijnymi diamentami w sieci”? Zostaw komentarz lub napisz do nas wiadomość!

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.