Eucharystyczna lekcja

Ks. Michał

03 czerwca 2021

Dzisiaj Boże Ciało. Eucharystia, Msza święta, Ciało, Krew – te słowa są odmienianie chyba przez wszystkie przypadki na ambonach całego świata. I dobrze, bo o Eucharystii nigdy mało. Jednak chciałbym zastanowić się na głos: czego w ogóle mnie uczy Jezus w Eucharystii?

Nie dawaj, ale bierz

Tysiące razy wypowiadałem już słowa „bierzcie i jedzcie”, „bierzcie i pijcie”. Takie to proste – mam brać. Ale wiesz, jak tak spojrzę na siebie głębiej, to zaczyna mi się to nie składać. Jak to mam brać? Przecież ja mam dawać. Dawać czas ludziom, dawać nadzieję tym, którzy jej nie mają, dawać modlitwę tym, którzy o nią proszą, dawać swoje dobra tym, którzy mają mniej, dawać wskazówki w konfesjonale, dawać słowo, tym, którzy przychodzą w niedzielę do kościoła. I tak się zapętlam czasami: tylko dawać, dawać, dawać.

Hola! Stop! Zaczekaj! 

Skąd ja mam ciągle dawać? Najpierw trzeba brać, żeby coś dać. 

Dlatego Jezus przez Eucharystię uczy mnie tego, że to co daję, to ma nie być ze mnie i ode mnie. 

Cóż ja Ci mogę dać, Przyjacielu? Jedyne co jest w pełni moim dziełem, to jest moja pycha i grzech. Wszystko inne jest od Jezusa. Dlatego Eucharystia jest miejscem, gdzie On zaprasza mnie do tego, by brać to, co najcenniejsze: samego Jezusa. I dopiero wtedy dawać. 

Panie, jak tylko mocno umiem, proszę Cię, bym nigdy nie dawał, zanim sam nie zgodzę się na to, by najpierw od Ciebie brać.


Im prościej, tym trudniej

Dlaczego Jezus wybrał akurat chleb? I to jeszcze taki zwykły, delikatny? Trochę to dziwne – znak zewnętrzny powinien odpowiadać temu, do czego się odnosi. Prawdziwy Bóg to i znak powinien być jakiś spektakularny. 

Jak takie myślenie jest zgubne! 

Ale powiem Ci więcej: jak takie myślenie jest mi bliskie! 

Przecież to mnie ma być widać, przecież ciągle trzeba potwierdzać, jaki to nie jestem, przecież nie można odpuszczać, bo tyle dobra się dzieje i nie można tego marnować. 

I wtedy przychodzę na Eucharystię. I co widzę?

Potężnego Boga, który jest taki pokorny i zależny, że mogę z Nim zrobić, co tylko chcę. Dosłownie. On jest taki bezbronny, do tego taki prosty. Tylko czy miłość komplikuje? Nie, prawdziwa miłość oswaja, stawia się niżej, by nie poniżyć kochanego. I jak się napędzam w tym zwirowanym świecie oczekiwań i czczenia swojego ego, to ubieram ornat i za chwilę biorę do ręki coś tak delikatnego, że większy podmuch wiatru mógłby mi ten chleb zabrać. Ale Pan Jezus chyba tak to wszystko wymyślił, żeby mi pokazać, jak bardzo jestem dla Niego ważny i jak wiele jest w stanie dla mnie zostawić. Bylebym ja dał się pociągnąć Jemu. 

Stać się zależnym z miłości, to największy dowód wolności.


Nie stać mnie na Mszę

Włos mi się jeży na głowie, gdy w kancelarii słyszę „ Proszę księdza, ile płacę za Mszę?”. Gdyby pójść tym tropem, to jesteśmy bezdusznymi mordercami, którzy za 50 złotych chcą przebłagać swoje bóstwo. Naprawdę życie Syna Bożego jest warte 50 złotych? A może 100 złotych? To może cały mój majątek? 

Muszę Cię rozczarować, ale nie stać Cię na Mszę. Mnie też. Nikogo. Żadne pieniądze, dobra tego świata nie są w stanie wyrównać wartości tego, co się dzieje w Eucharystii.

Dlatego Jezus w Eucharystii uczy mnie bezinteresowności. On nie umiera za pieniądze. On umiera z miłości. I ani Ty, ani ja nie jesteśmy Mu w stanie tego wynagrodzić. On zdaje sobie z tego sprawę. Ale i tak za każdym razem umiera w czasie Eucharystii za mnie i za Ciebie. Totalnie bezinteresownie. 

Panie, tylko Ty możesz być tak szalony. Szalony z miłości.


Eucharystia jest szkołą życia. Prawdziwego życia, które jest zbudowane na miłości. Nie ma Eucharystii bez miłości i nie ma prawdziwego życia ten, kto nie kocha i nie daje się kochać. 

Boże, jesteś taki wspaniały! Tobie cześć na wieki!


Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.