Uciesz się ciszą!

5 lutego 2021

Kasia & Ks. Michał

O ciszy można mówić wiele, powstały sterty książek. Jednak ten, kto nie posmakował jak słodko jest trwać z Bogiem w milczeniu, pozostanie tylko na poziomie teorii. Co nam daje cisza? Kiedy cisza była dla nas ucieczką? Jaką rolę odgrywa milczenie w naszej modlitwie? I w końcu jak odnaleźć ciszę w codzienności. Chcemy się podzielić z Wami naszym doświadczaniem. Zatem: enjoy the silence!

Ks. Michał Podsiadły (xMP)– Generalnie patrząc na historię mojego życia to dochodzę do wniosku, że to co najważniejsze dokonywało się w ciszy. Mam tu na myśli decyzję o wstąpieniu do seminarium w 2010 r., rozmyślanie „O dwóch sztandarach” na rekolekcjach ignacjańskich w 2014 r., kiedy świadomie zdecydowałem się poświęcić życie Panu w celibacie i posłuszeństwie, czy moment dojrzewania do decyzji, żeby oddać się w niewolę Maryi w 2020 r. Oczywiście tego jest dużo więcej, ale to mi przychodzi do głowy jako pierwsze. Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich momentów była cisza.

Pamiętam taki moment z 2010 roku, kiedy w trakcie kursu wstępnego, czyli takich rekolekcji przed rozpoczęciem formacji w seminarium, przeżywaliśmy fundament „Ćwiczeń Duchowych”. To był tydzień milczenia wypełniony medytacjami nad słowem Bożym. Tego dnia rozważałem historię powołania Mojżesza. Do dzisiaj pamiętam, jak siedziałem na schodach przed drzwiami w Dąbrówce i nagle przyszedł dar poznania moich intencji, Pan Jezus pokazał mi wtedy dlaczego ja właściwie wstąpiłem do seminarium. Nie było to łatwe, bo wcale motywacja nie należała do najdojrzalszych. Poczułem się, jakby ktoś odkrył moją największą tajemnicę i powiedział, że o niej wie. Ten moment uważam za początek oczyszczania mojego serca, które dokonuje się do dzisiaj. To wszystko też wiązało się z doświadczeniem Jezusa, który wtedy mi powiedział, że mimo moich niedojrzałości On chce być ze mną, tak jak z Mojżeszem. Jednak swoje źródło poznanie siebie i doświadczenie miłości Jezusa, bycia wybranym przez Niego, znalazło w doświadczeniu ciszy. Wcześniej zagłuszałem to, a Pan w ciszy pomógł mi stanąć w prawdzie o sobie. Oczywiście, później te intencje stały się dojrzalsze, jednak już wtedy doszedłem do wniosku, że moja droga do prawdy o sobie wiąże się z ciszą.

A jak to jest u Ciebie? Ty raczej decyzji o święceniach nie podejmowałaś.

Kasia Nowocień (KN):  – Owszem, nie podjęłam decyzji o święceniach, ale momenty ciszy, to były chwile mojego nawrócenia, poznania siebie, swoich słabości, przede wszystkim wejścia w głęboką relację z Panem. To wszystko dokonywało się w ciszy. Wszelkie rozeznawanie podejmowania większych dzieł było otoczone modlitwą, ciszą i prośbą do Boga, żeby wskazywał mi te właściwe ścieżki. Tak samo rozważanie Słowa Bożego czy głębszego przeżywania liturgii. To wszystko czego w tym momencie doświadczam, zawsze poprzedzone jest najpierw wewnętrznym wyciszeniem. Decyzję o oddaniu się w niewolę Maryi poprzedzały trzydzieści trzy dni, gdzie o tę ciszę walczyłam szczególnie, chcąc to gdzieś głęboko w sercu rozeznać i być rzeczywiście tego świadomym. I właśnie najwięcej takich moich małych cudów, najwięcej poruszeń odbywało się właśnie wtedy – w ciszy.

xMP: Myśląc o ważnych chwilach mojego życia i o ciszy, w których się one dokonywały, przychodzi mi do głowy jeszcze jedna zależność: nigdy się nie spodziewałem, że Pan przyjdzie w danym momencie. Żadnego momentu doświadczenia Pana w ciszy nigdy nie zaplanowałem. To nie było tak: „Idę na adorację, może dostanę dziś powołanie” albo „Jadę na rekolekcje, to w środę, Jezu, odmień moje życie i daj łaskę nawrócenia”. Jasne, że tak nie było! To zawsze przychodziło znienacka. Ale to były „Boże niespodzianki”, bo to zaskoczenie wiązało się zawsze z doświadczeniem ogromnego pokoju w sercu!

KN: Odkrycie, że cisza jest tym, czego najbardziej potrzebuję w moim życiu, nie przyszło natychmiast. Jej wartość zaczęłam odkrywać w te wakacje na trzydniowych rekolekcjach w ciszy. Do tamtego czasu nie potrafiłam nazwać tej pustki. Wiedziałam, że czegoś mi brakuje, ale nie wiedziałam, że jest to cisza. Zmieniło się to w momencie, kiedy Pan mi pokazał, że mój brak jest związany z brakiem doświadczenia ciszy. Brakowało mi bliskości z Bogiem, tej relacji, a to nie mogło zaistnieć bez ciszy. Tylko wtedy mogę zacząć budować z Nim relacje. Pan Bóg nie lubi hałasu, nie lubi być głośny. On chce trwać ze mną w ciszy. Od razu nasuwa mi się tu obraz dwóch przyjaciół, kiedy jeden pociesza drugiego: czasem ciężko jest nam powiedzieć cokolwiek, w sytuacji, kiedy nasz przyjaciel płacze, przeżywa coś trudnego. A ten przygnębiony nie potrzebuje tak naprawdę nic innego jak trwania i obecności tej osoby, poczucia, że ktoś z nim jest, nie jest sam, ktoś go trzyma za rękę. Taką osobą często jestem ja wobec Pana, a On jest takim Przyjacielem – chce ze mną trwać w ciszy. To daje mi radość i to napełnia spokojem.

xMP: Z tego co mówisz, pozwolę sobie wyciągnąć wniosek: doświadczenie Jezusa w ciszy będzie pocieszające. Jak sięgam pamięcią do tych momentów ciszy i milczenia, to zawsze wiązały się one z owym pocieszeniem. Przychodzą mi na myśl słowa z Ps 34: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan”. Cisza dawała doświadczenie tej „słodkości” Pana. Nie doświadczyłem tego w zgiełku, hałasie czy rumorze, ale w ciszy.

KN: To co daje cisza jest niesamowite. Przede wszystkim jest to pełne uświadomienie sobie, że teraz jestem tylko ja i Pan. To nie jest teraz zastanawianie się nad takimi sprawami przyziemnymi. Teraz jest czas spotkania z Chrystusem. Cisza pozwala wejść głęboko i prawdziwie w tę relację. Stanąć w obecności Pana takim, jakim się jest. 

xMP: Cisza będzie powodowała pewną intymność. I jeśli modlitwa czy w ogóle relacja z Jezusem będzie wyrażała się w ciszy, to wtedy też i formy modlitwy będą prostsze. U świętych można zobaczyć pewną prawidłowość: im głębiej, tym prościej. Tak samo jest z ciszą i modlitwą. Oni nie potrzebowali „gitarek, świeczuszek i klimaciku”, potrafili trwać w ciszy przed Jezusem. 

Może powiedzmy też dwa słowa o ciszy w liturgii. Jaką rolę będzie ona w niej odgrywała?

KN: Dla mnie ważną chwilą, która została gdzieś trochę zagłuszona, to jest moment po Komunii świętej. Czas adoracji przyjętego Jezusa do serca. My nie potrafimy w ciszy przez chwilę adorować Tego, który przyszedł do naszego życia. Przyjmujemy Pana Jezusa, szybka modlitwa i możemy już „lecieć” dalej, bo to już sam koniec Mszy – zostaje w zasadzie błogosławieństwo i można iść do domu. Tymczasem ta cisza jest potrzebna, żeby uświadomić sobie to, że do mnie – niegodnego – przychodzi sam Chrystus. Cisza pozwala nam zebrać myśli. 

xMP: Gdy mówimy o ciszy w liturgii, to kojarzą mi się dwa inne momenty. Jeżeli chodzi o samą Mszę Świętą, to przecież najważniejszy moment – przeistoczenie – dokonuje się w ciszy. Gdy kapłan podnosi najpierw Ciało Chrystusa, a następnie Jego Krew, wtedy jest cisza, nie śpiewa się żadnych pieśni. Czasami są tylko ohydne fanfary, ale to jest tylko zasłanianie istoty. Okazuje się, że cisza w liturgii ona będzie podkreślała to, co ważne. Jakbyśmy poczytali dobrze dokumenty liturgiczne, choćby OWMR, to po Ewangelii, czyli po najważniejszym momencie liturgii słowa, jeżeli nie ma homilii, jest zalecana dłuższa chwila ciszy. W czasie przeistoczenia jest cisza, po komunii świętej zaleca się chwilę adoracyjnego milczenia, o którym mówiłaś. Cisza będzie odgrywała ogromną rolę w liturgii. Liturgia i cisza to jak rodzeństwo: jedno uzupełnia drugie i potrzebuje siebie nawzajem. Ale osobiście dla mnie jako księdza jeszcze jeden moment mi się przypomina jak mówimy o liturgii i o ciszy –  święcenia kapłańskie, a przede wszystkim centralny moment tego sakramentu, czyli nałożenie dłoni przez biskupa. To jest moment, który zmienił mnie substancjalnie, istotowo,  wewnętrznie. 28 maja 2016 roku do katedry wchodziłem jako inny człowiek i jako inny człowiek z tego kościoła wyszedłem. Nic ważniejszego w życiu już mnie nie spotka. A to wszystko dokonało się w ciszy! Jak się śpiewało pieśni w praktycznie każdym momencie tej liturgii, tak w tej chwili, kiedy biskup Henryk nakładał na nas ręce, to była przejmująca cisza. Ona aż kuła w uszy! Z drugiej strony to też mi pokazało, że w liturgii najważniejsze momenty, kiedy Jezus działa, związane są właśnie z ciszą. Dlatego wydaje mi się, że możemy to przenieść na życie duchowe, że to co mówiliśmy na początku – to co najważniejsze dokonuje się w ciszy. 

KN: Ten czas, o którym ksiądz mówi, to jest właśnie taka okazja na swoją refleksje, a swoich myśli nie możemy odczytywać kiedy jest głośno, kiedy już następują kolejne części liturgii i już na nich trzeba się dalej skupić. Tak samo przeistoczenie – wtedy skupiamy się na samym obrazie. Nie na tym co jest w tym momencie grane, czy śpiewane, ale teraz przychodzi do nas sam Chrystus. Ta cisza jest momentem skupienia myśli i uświadomienia sobie, co aktualnie się dzieje w tym momencie. Nie co będzie zaraz, co było wcześniej – ale patrzenia na tu i teraz.

xMP: Tak jest. Z tego można kolejny wniosek wyciągnąć, że nie da się słuchać słów Pana, kiedy jest głośno. Mówiąc od strony pozytywnej: żeby usłyszeć głos Pana, potrzebne jest wyciszenie. Nie da się inaczej. 

KN: Na pewnym etapie dochodzimy do przekonania, że mamy już tę ciszę, zawalczyliśmy o nią i nadchodzi to, o czym wspominaliśmy na samym początku, czyli moment poznania prawdy o samym sobie. Tak naprawdę w ciszy człowiek poznaje siebie. I dzieją się takie rzeczy, które gdzieś mają swoje uzasadnienie w psychologii. Między innymi to, że prawda może zaboleć. Człowiek nie chce poznawać tej prawdy, często nie dopuszczając jej do siebie. Ta prawda kłuje i sprawia, że chcemy od tego uciec. Wtedy też przychodzi taka pokusa, żeby od tej ciszy uciekać.

xMP: No jasne, że od ciszy można uciekać! Rzeczywiście, to co powiedziałaś – prawda zwłaszcza o tym, że jesteśmy grzesznikami, że ja jestem grzesznikiem, i że generalnie nie jestem idealny, tak jak mi się wydawało to w moich oczach, jest czymś trudnym. Łatwo przyjdzie uciec od tego, a dzisiaj jest to bardzo proste, żeby uciec od ciszy. Tak naprawdę uciekając od ciszy, to my uciekamy od siebie. Przez lata dochodzę też do wniosku, że jeśli pojawia się pokusa ucieczki od milczenia i ciszy, to tym bardziej muszę jej szukać, bo w tym przypadku ucieczka jest drogą donikąd.

KN: Mogę tu podzielić się moim doświadczeniem, że kiedy w pewnym momencie poznałam pewną prawdę o sobie to chciałam uciec od dalszego poznawania siebie. To było dla mnie takie ciężkie. W pewnym momencie w każdym działaniu dostrzegałam pewien błąd. Dochodzę też do wniosku, że jeżeli ja dalej nie zawalczę o tę ciszę, ucieknę od rozmowy, od modlitwy, to Pan mi nie pokaże jak się z tym zmagać i będzie gorzej. Wydaje mi się, że w tym wszystkim też trzeba uświadomić sobie to, że kiedy poznamy tę swoją słabość, możemy nad nią panować, a niepoznana słabość panuje nad nami. 

xMP: No tak, a cisza będzie stwarzała warunki do tego, żeby tę swoją słabość nazwać, względnie później jeszcze ją wypowiedzieć przed kimś, na przykład  przed spowiednikiem. Rzeczywiście, cisza czasami może być taką solą w oku. Ja pamiętam, że na wielu rekolekcjach ignacjańskich jak zaczynałem poznawać prawdę o sobie, to często miałem takie myśli: „po co ja tu przyjechałem?  Przecież mogłem robić milion innych, lepszych rzeczy!”. Miałem ochotę po prostu pójść, spakować się i wyjechać stamtąd, bo mnie bolało, bo mnie to wierciło, bo trzeba było pracować nad niewygodną prawdą o sobie. A przecież ja w tym moim światku codziennym często sobie uciekałem. Jak coś bolało, to  szedłem do znajomych, włączałem sobie serial, głowę czymś zajmowałem, byle zająć myśli. Tylko, że z drugiej strony, zawsze po takim doświadczeniu, kiedy przed ciszą chciałem uciec, ale jednak podjąłem o nią walkę, którą toczyłem w sercu – czasami trwała kilka dni, kilka miesięcy, to różnie trwało – zawsze miałem doświadczenie, że wychodziłem z niej dojrzalszy. Dlatego dezercja wobec ciszy jest niedojrzałością. 

Tak bardzo gloryfikujemy tę ciszę, że ona jest zbawienna. Wierzę, że tak jest. Jednak czy sama cisza może być ucieczką? 

KN: Zdecydowanie. W momencie kiedy coraz bardziej uciekamy od naszych problemów, od obowiązków, od relacji z drugim człowiekiem. Zamknięcie się w tej ciszy może stać się zagrożeniem, co może także skutkować zaniedbaniem obowiązków i relacji – z których też możemy przecież dużo czerpać i poświęcać je Panu. Nie tylko relacje zresztą, bo wszelkie obowiązki możemy wykonywać na chwałę Pana.

xMP: No tak. Czasami moja relacja z Panem Jezusem może być na tyle niedojrzała, że mi się będzie wydawało, że jak ja jestem księdzem i mam dużo pracy na parafii, albo ktoś ma studia tak jak Ty, lub mąż ma dzieci i żonę i pracę i nagle teraz nie układa się nam wszystko, to będziemy uciekać w ciszę. „Teraz ja idę przed Najświętszy Sakrament i 3 godziny tam spędzę, bo w ciszy odnajduję pokój”. 

KN: Przy okazji zawalając wszystko inne, bo to „mnie ma być dobrze”. 

xMP: Tak. I wtedy to jest czysty egoizm, bo ja myślę tylko o sobie żeby gdzieś tylko mi było dobrze i wygodnie. Wtedy ta cisza staje się tylko pretekstem do tego, żeby uciec. Na to też trzeba uważać. 

KN: Tym zagrożeniem i znakiem tego, że cisza stała się moją ucieczką – bo taki też moment w swoim życiu miałam – było to jak nerwowo reagowałam na jej przerwanie. To mnie wręcz wyrywało, a powrót do stanu wyciszenia trwał długo. Wiadome jest, że kiedy mieszkam z rodziną zdarzają się różne sytuacje: ktoś zadzwoni, ktoś czegoś potrzebuje, rodzic wejdzie do pokoju, kiedy się modlę. Mimo wszystko w tle słychać jakieś rozmowy, kiedy ta cisza jest potrzebna. To jest naturalne. Te dwa światy: duchowy i ziemski – przenikają się, dzieją się równocześnie.  Minęło trochę czasu zanim sobie to uświadomiłam i zaczęłam naprawiać. Wzór takiego opanowania i spokoju miałam od dzieciaka: jest to moja babcia. Kiedy do nas przyjeżdża na kilka dni i chce się pomodlić (a robi to codziennie), mówi o tym i zamyka się w pokoju. Kiedy byłam mała,  często jej nieumyślnie przeszkadzałam, ale za każdym razem jej postawa była zdumiewająca: pełna spokoju dokończyła „zdrowaśkę” i pytała, czy chcę się z nią pomodlić, albo prosiła żebym zaczekała. Ja wpatrzona w nią potrafiłam w milczeniu czekać nawet 10 minut żeby później z nią rozmawiać.

xMP: Człowiek, który doświadcza ciszy wewnątrz, nawet jeżeli okoliczności zewnętrzne będą mu w tym przeszkadzały, to on i tak będzie wyciszony, że tak naprawdę ten rumor zewnętrzny nie będzie w stanie zburzyć tej ciszy, której doświadczamy w środku.

KN: Myślę, że mając takie doświadczenie ciszy, to wszystko, co wypowiedzieliśmy, co padło w tej rozmowie, czym się dzielimy to tylko jakaś część tego wszystkiego. Może jako podsumowanie podzielmy się tym, jak w praktyce zawalczyć o tę ciszę, jak jej szukać? 

xMP: Dla mnie to jest temat bardzo ważny, jeżeli chodzi o walkę o ciszę w codzienności. Od kilku lat zastanawiam się nad tym jak połączyć kontemplację z działaniem, doświadczenie ciszy z codziennymi obowiązkami. Czy to, czego doznaje na rekolekcjach ignacjańskich, w przestrzeni ciszy, da się przenieść do codziennych obowiązków? W pewnym sensie tak. Dla mnie takim konkretnym sposobem walki o ciszę w codzienności jest to, że staram się ochronić zewnętrzne pory dnia, czyli poranek, – przed Mszą, czy jeszcze przed śniadaniem i wieczorem staram się już wyciszać, chwycić Słowo Boże, przeczytać książkę, zrobić rachunek sumienia, ale ten czas już jest w ciszy. Jeżeli gdzieś wiem, że wieczory mam zajęte, to staram się np. 45 minut – godzinę poszukać w ciągu dnia, pójść na adorację, pójść wcześniej na Mszę Świętą spokojnie się pomodlić, wyciszyć. Widzę jak dużo mi to daje. Dostrzegam, jak inaczej sprawuję Eucharystię, kiedy wcześniej pomodlę się w ciszy. Dla mnie taka walka o ciszę w codzienności będzie polegała na tym, że po prostu znajduję w ciągu dnia dłuższą chwilę ma bycie w ciszy. A jak to jest u Ciebie? 

KN: U mnie w praktyce ta walka o ciszę polega głownie na tym, że ja szukam takich momentów dnia, kiedy jestem sama, kiedy rodzice są w pracy, brat jeszcze nie wstał. Ja wtedy wiem, że mogę tę ciszę mieć. To przeważnie jest rano i wieczorem przed snem. Taką pewność tej ciszy będę miała też w kościele, przed Mszą Świętą, albo na adoracji i takich momentów też szukam. Tak naprawdę kiedy odkryje się wartość ciszy, będzie się tak ustawiało swój plan dnia, uwzględniając tę ciszę. W moim przypadku przyszło to naturalnie. 

 

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.