Dziennik staromiejskiego wikarego

Ks. Michał

13 kwietnia 2020

Ten tekst to jest owoc modlitwy, ale też ogromnej chęci podzielenia się Jezusowym działaniem. Może te kilka zdań zachęci Cię do tego, żeby prowadzić dziennik? Mi taka forma pomaga bardzo odkrywać działanie Pana w szarej, a teraz epidemicznej rzeczywistości. Przyjmij to słowo!

Wielki Czwartek, 9 kwietnia 2020

Wszystko było w porządku, dopóki nie poszedłem do kościoła. Może trochę nie dopuszczałem do głowy myśli, że to Triduum będzie w takiej formie. W ciągu dnia jak zwykle drukowanie tekstów na ostatnią chwilę, prasowanie koszuli, czyszczenie butów, a do tego muzyka liturgiczna wprowadzająca nastrój. To taki mój rytuał odkąd tylko pamiętam. Kiedyś słuchałem jeszcze wprowadzeń Szustaka do liturgii, ale znam już prawie na pamięć. To mnie może trochę zbiło z tropu, że w kościele będzie pusto. Jednak, kiedy wychodzi się na Eucharystię w Wielki Czwartek i na kościele jest pięć osób, skromna schola i dwóch ministrantów, to łapie za serce. Ciągle powtarzam sobie: to nie atmosfera, a Tajemnica jest najważniejsza, Kościół to nie cegły, a relacje, ale najwidoczniej jestem na to jeszcze za głupi, bo nie potrafię tego od tak przyjąć. Praktycznie całą Mszę nie spoglądałem na puste ławki. Nie chciałem. Także wieczór w kościele jest trudny, przecież to zawsze czuwanie w ciemnicy z grupami parafialnymi, mniejszymi czy większymi, ale razem, we wspólnocie. A teraz? Obawa jak się wchodzi do świątyni, czy nie ma więcej niż 5 osób, nie wspominając już o lęku, który towarzyszy, jak na Mszy jest 7 osób i ktoś niespodziewanie otwiera drzwi w czasie liturgii. Samoistnie pojawia się myśl: „Oby nie policja”. Z takich plusów, które dzisiaj Pan mi pokazał, to homilia księdza Proboszcza, gdzie przepraszał w imieniu nas, kapłanów, że może nie docenialiśmy Mszy świętej z ludźmi, że czasami nie chciało się wybrać na Eucharystię, ale też podbudował nasze kapłaństwo i docenił, to co dotychczas robiliśmy dla naszych parafian. To było potrzebne. Jednak nie umiem tego przyjąć, że tak się ta rzeczywistość układa. To był najtrudniejszy Wielki Czwartek. Ale może to ma jakiś sens?

Wielki Piątek, 10 kwietnia 2020

Dużo się działo wczoraj, dlatego człowiek, jakoś już łatwiej mógł wejść w ten dzień. Walczę cały czas, by mieć świadomość, że dzieje się coś szczególnego. Porządki w domu, których nie robię na co dzień, czas na czuwanie przy Jezusie w kościele, kilka spowiedzi. Zobaczyłem też, jak wielką wartością są ludzie, których dał mi Pan, tu na Starym Mieście. Każdego kto wszedł choć na chwilę do kościoła, chciałem zaczepić i wymienić kilka zdań. To czego teraz najbardziej brakuje, to ludzie. Liturgia Męki Pańskiej to też dobry czas. Wieczór poświęcony już przygotowaniom na jutro. Dawno tak nie czekałem na Wigilię Paschalną.

Wielka Sobota, 11 kwietnia 2020

Cisza Wielkiej Soboty zawsze jest taka sama: pełna napięcia, że zaraz się stanie coś cudownego. Tak też miałem i tego dnia: ta cisza ona była jeszcze dotkliwsza niż kiedykolwiek, choć Pan dał też dużo nadziei. Gdy w ciągu dnia poszedłem do kościoła trochę przemodlić homilię na wieczór, to tylko przez 2 minuty byłem sam w kościele. Ciągle ktoś wchodził i wychodził. Parafianie gdzieś szukają Pana, to buduje wiarę. Im głębszy Szeol, tym większa wdzięczność. Tak było tym razem. Gdy wieczorem śpiewałem na ambonie w orędziu wielkanocnym słowa: „Ta zaś świątynia niechaj zabrzmi potężnym śpiewem całego ludu” i zrobiłem pauzę, by nabrać oddechu, spotkałem się nie z głośnym śpiewem wspólnoty, a głuchym echem, które niosło się po małym kościele. Aż ciarki przeszły. Kolejne uderzenie przyszło w czasie homilii. Czasami tak jest, że jak się głosi słowo, to najbardziej ono działa w głoszącym. Tak był i tym razem. Pan dał mi słowo, że jest większy od epidemii, od koronawirusa, od pustych kościołów, od rozłąki z bliskimi czy pustych ławek w kościele. A do tego wezwanie, żeby się nie bać. On wie co robi. Bogu wdzięczny jestem za ten wieczór, bo w sercu zmartwychwstała nadzieja, której co raz częściej brakowało. Surrexit Christus! Deus Semper Maior Est!

Wielkanoc, 12 kwietnia 2020

Aż dziwnie się dzisiaj wstawało na 8:00, żeby przygotować śniadanie wielkanocne, bo pierwszą Mszę odprawiałem dopiero o 11:30. Zazwyczaj w Wielkanoc to już o 5 rano na nogach, żeby rezurekcję przygotować. A w tym roku spokojnie, bez pośpiechu. Rano dostałem telefon od mojego przyjaciela Bartosza, który formuje się u Dominikanów. Nie rozmawiałem z nim od połowy sierpnia! Aż mnie zatkało, jak się okazało, że ma okazję zamienić kilka słów! Taki prezent na początek Wielkanocy. 
Od jakiegoś czasu transmitujemy Msze święte, jak wiele parafii, więc jeszcze na tej Eucharystii o 10:00, mimo, że na kościele jest kilka osób, to świadomość, że duża grupa parafian ogląda transmisję, daje jakąś namiastkę wspólnoty. Dużo w ogóle życzliwości do nas, kapłanów przez Internet spłynęło. Wiadomo, że to nie jest to samo, ale ta kwarantanna i te Święta nauczyły mnie, że się nie wybrzydza. Gdy celebrowałem Eucharystię o 11:30 dla 4 osób, o 17:00 dla dwóch, to w środku trzeba było stoczyć walkę, żeby „nie spłaszczyć” liturgii. Ile by wiernych nie było, to chciałem, żeby te Eucharystie także zewnętrznie podprowadzały do tego radosnego Misterium! Uwierzcie mi, że tak jak nie jest łatwo przeżywać Mszę przed laptopem, to tak samo trudno jest sprawować Eucharystię w Wielkanoc do praktycznie pustego kościoła. Ale dziś to nie przygniatało, a nadzieja w sercu ciągle jest! 


Tak naprawdę to co napisałem wyżej, mógłbym zapisać w swoim zeszycie i wrócić do tego za rok, 10 lat i pod koniec życia. Jednak chciałem się tym podzielić, bo takie poruszenie dostałem na modlitwie w Wielki Czwartek. Z Wicherkiem, Bahą i Wercią wpadliśmy na pomysł kolejnego „kwarantannowego” tekstu. Już niebawem podzielimy się nim z Wami! 

I na koniec, to co z tych Świąt mi zostało w sercu: BÓG JEST WIĘKSZY!

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.