Dlaczego tego jest tak dużo?!

Weronika

3 lutego 2020

W życiu każdego z nas przychodzi taki moment, kiedy mamy serdecznie dość. Chcemy zakopać się pod ziemię, zniknąć lub wyjechać na rajską wyspę. Po jakimś czasie rozumiemy, że większość mimo wszystko możemy ogarnąć sami. Ale co zrobić, jeśli na naszej drodze pojawi się ona – nieobliczalna, wściekła… SESJA?

Wiadomo, można mówić, że następnym razem zaczniemy uczyć się od początku semestru, że koniec z wyjściami w ciągu tygodnia, że będziemy pojawiać się na każdym wykładzie. Mówić to jedno, a zrobić to niestety to drugie. Ja zawsze powtarzam sobie, że już następnym razem będę przygotowywać się od początku, będę robić sumienne notatki i na egzamin czytać każdą książkę od deski do deski. Czy kiedyś mi to wychodzi? Nigdy.

Luty już przyszedł, a to oznacza, że dla wielu studentów rozpoczyna się sesja. Pewnie sporo zaliczeń przedmiotów macie już za sobą, może nawet w zapasie jakieś „zerówki”, czyli prapremiery pierwszych terminów. Lecz na pewno każdy z Was stresuje się tym tak samo. Przeżywam obecnie swoją piątą sesję i szczerze uważam, że jest to najgorsza sesja. Nie dlatego, że materiału jest jakoś dużo, lub dlatego, że muszę siedzieć na uczelni od rana do nocy, bo mam tyle egzaminów. Jest to najgorsza sesja, bo w momencie, kiedy to piszę, jestem jakieś 1300 kilometrów od domu. Na moich zajęciach nie znam nikogo, kto posługuje się moim językiem, a raz nawet wykładowca powiedział, że zazdrości mi znajomości polskiego. Czasem nie zrozumiem polecenia w zadaniu, bo jedno słowo zostało zapisane w dziwnej odmianie dialektu, a przecież nie uczę się na blachę słownika. Ludzie są bardzo chętni do pomocy, a ja to doceniam, ale nie ma jak w Polsce, gdy całą paczką spotykamy się na wspólną naukę, korzystamy z pomocy od starszych roczników i zawsze możemy wkuć pięćset stron teorii literatury w języku, z którego korzystamy od ponad dwudziestu lat. 

Właśnie w tych chwilach zwątpienia szukam Boga bardziej niż kiedykolwiek. Częściej z Nim rozmawiam, dłużej zostaję w kościele po niedzielnej mszy i po prostu siedzę z Nim w ciszy. Choć brak na to czasu, staram się znaleźć chwilę na chociaż jeden spacer w ciągu dnia (bo w końcu dziesięć tysięcy kroków samo się nie nabije), by zwyczajnie odpocząć. Róbcie to. Korzystajcie z tego, że możecie pogadać z Bogiem w każdej sytuacji i ze wszystkiego mu się zwierzyć. Zróbcie znak krzyża przed egzaminem, po zdaniu idźcie do kościoła, by szepnąć chociaż małe podziękowania. Oczywiście, że sami pracujecie na to, kim jesteście, co robicie i czy dostaniecie wymarzone 60% na kolokwium. Ale to On Was do tego popycha. I nie pozwala Wam się załamać, kiedy w myślach krzyczycie Jego imię, pytając, czemu tego głupiego materiału jest tak dużo?!


Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.