Dlaczego odszedłem z Oazy?!

Ks. Michał

5 lutego 2020

To będzie bardzo osobisty tekst. Jeśli uważasz, że pisanie o sobie jest przejawem egocentryzmu, to podaruj sobie resztę zdań. To, o czym tu napiszę, wie tylko kilka najbliższych osób w moim życiu. Redakcja bloga (Julia, Karolina, Weronika i Antoni) poprosiła mnie, żebym się tym podzielił. W sumie, chyba przyszedł na to czas. Weź sobie kawę i usiądź wygodnie.

Odszedłem z Oazy.

Decyzja dojrzewała we mnie tak naprawdę od jesieni. Czułem wtedy dużą potrzebę, żeby coś zmienić w swoim życiu, zareagować radykalnie. Mówiąc krótko: potrzebowałem świeżości. W odstawkę poszła posługa moderatora Diakonii Komunikowania Społecznego. Przestałem zajmować się wspólnotą oazową przy mojej wacławowej parafii. Urwałem wszystkie kontakty. Decyzję podjąłem tak naprawdę po świętach. Wykonałem jeden telefon, wcześniej skonsultowałem moje plany z księdzem Proboszczem. Wykazał zrozumienie. Chwilę przed odejściem powiedziałem o tym w domu rodzinnym i moim animatorom z parafii. Nikt więcej nie potrzebował tego wiedzieć. Moje myśli ostatnio stały się faktem. Spokojnie, księdzem zostałem, Eucharystia, Słowo i modlitwa były i są najważniejsze. Dlaczego jednak odszedłem z oazy? Łyk kawy i jedziemy dalej.

Podkarpacie.

Ta historia wiąże się z bardzo konkretnym miejscem, Podkarpacie, Blizne 40 km za Rzeszowem. Zgromadzenie Sióstr Zawierzenia. Od blisko 11 lat przeżywam tam rekolekcje w metodzie ignacjańskiej. Musiałem odejść z oazy, ze szkoły i z parafii na tydzień, żeby przeżyć rekolekcje. Więc to moje „odejście” to z dużym przymrużeniem oka, ale skoro już dotrwałeś, Czytelniku do tego momentu, to może jeszcze dwa akapity doczytasz? Aha, masz jeszcze kawę?

Detoks.

Mam 29 lat. Ten wiek już z pewnością skłania do refleksji na swoim życiem. Tyle doświadczenia (nie umiem wyrażać ironii przez litery, łatwiej jest tonem głosu i mimiką, ale żeby było jasne: to jest ironia). Jakby nie było widzę, jak Pan Bóg mnie prowadzi przez życie. Różni ludzie, wspólnoty i sytuacje. Jednym z narzędzi w Bożym ręku, którym mnie Pan ciosa (czasami dotkliwie) jest duchowość ignacjańska. Pierwszy raz pojechałem na rekolekcje w takiej formie przed maturą, w 2009 roku. Byłem świeżo po III stopniu Oazy Nowego Życia. Namówił mnie wtedy wikariusz z parafii. I zaczęło się. Zacząłem poznawać siebie. Pan Jezus powoli odkrywał to, co kryło się pod moimi decyzjami, pragnieniami, postawami i działaniem. Nie zawsze było przyjemnie, bo zobaczyłem jak daleko od Pana jestem. A na zewnątrz taki ułożony, a w środku niekoniecznie. 5 dni, doświadczenie Bożej miłości i Słowa. Rok później, gdy wstąpiłem do seminarium, tzw. kurs wstępny opierał się też na rekolekcjach igancjaskich. Już jako kleryk ktoś mi podpowiedział Wspólnotę Sióstr Zawierzenia w Bliznem. Wyjechałem we wrześniu na 10 dni rekolekcji, tzw. fundament ignacjański. Do dziś mam zeszyt z notatkami. I tak aż do dziś, przynajmniej raz w roku wyjeżdżam na tydzień, żeby doświadczyć Pana w sakramentach i słowie. Po tym doświadczeniu, rozumiem, co to znaczy „duchowy detoks”. Filiżanka w górę!

Odcinka.

O co chodzi ogólnie w duchowości ignacjańskiej? Na początku dzieła Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego z Loyoli czytamy: Ćwiczenia duchowne, mają na celu odniesienie zwycięstwa nad samym sobą i uporządkowanie swego życia tak, by nie ulegać jakiemukolwiek nieuporządkowanemu przywiązaniu. Ignacy będąc rycerzem, wiedział, że o Boga trzeba walczyć, zmagać się i ćwiczyć się tym. Sam tego doświadczał. Dlatego stworzył taką formę rekolekcji, które przeżywa się w pięciu etapach: fundament i cztery tygodnie ćwiczeń. Wszystko odbywa się w ciszy, z nikim się nie rozmawia (poza kierownikiem duchowym), a świadomość i pamięć zaczyna się karmić słowem Bożym. Dlatego wyjeżdżając na te rekolekcje poza rzeczami osobistymi potrzebne są jeszcze 3 rzeczy: Biblia, zeszyt i ołówek. Jak człowiek, będzie wierny metodzie, to wtedy się zacznie: Pan zacznie ze swoją wolą dochodzić do głosu i pokazywać, jak działa w życiu. Warunek jest jeden: trzeba się totalnie odciąć od rzeczywistości, zostawić telefon, muzykę, radio, relacje, rozmowy. Tylko człowiek i Bóg. Radykalnie. Dlatego rozumiesz, dlaczego musiałem odsunąć się od oazy? A teraz zamiast kawy, może jakiś cukierek?

Ty też możesz!

„Ja mam już formację oazową, taką, śmaką, owaką”. Jasne, ale Kościół jest tak bogaty, że Pan Bóg też jest poza oazą. Serio. I nie ma nic złego, żeby zakosztować innej duchowości. Bardzo ciekawym zjawiskiem, że jak jeżdżę do moich Sióstr, to ośrodek jest zawsze pełny. I to nie są sami księża! Jesteśmy w mniejszości! Jest cała masa ludzi koło trzydziestki, ojcowie, matki, siostry zakonne! I od 10 lat jest ciągle obłożenie! To świadczy o tym, że chyba szukamy już trochę takich miejsc, gdzie można być z Panem. Po prostu. Może ten tekst  też jest impulsem dla Ciebie, żeby poczytać o tej formie rekolekcji? A jak chcesz więcej, to wpadnij na kawę, to pogadamy! 

W każdym razie, jeśli nie będzie pustyni w życiu, to nie ma możliwości, żeby tam zaistniała jakakolwiek oaza.

PS. Świetnie się piło z Tobą kawę!

Błogosławię!

 

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.