Czasem jest trudno

Karolina

23 lutego 2021

Bardzo długo nie rozumiałam sama siebie. Chociaż nie mogę jeszcze powiedzieć, że już aktualnie zawsze rozumiem to, co dzieje się we mnie. Może masz podobnie?

Są jednak wnioski, do których już doszłam. Ale o tym później.

W człowieku wszystko jest połączone i na siebie oddziałuje. Jeśli coś dzieje się ze zdrowiem mojego ciała to zazwyczaj też automatycznie reaguje na to moja psychika. Zwykłe przeziębienie, a ja chodzę trochę smutniejsza, mniej we mnie chęci do działania. A jak reaguje reszta ciała, kiedy to Twój duch „nie ogarnia” sytuacji w jakiej się znalazł? U mnie działa mechanizm obronny, coś się dzieje więc się zamykam, nie chcę z nikim rozmawiać. Od razu. Zanim jeszcze rozejrzę się, o co chodzi.

Kto mnie zna, ten wie, że na ogół dużo mówię, ale często nie wiele z tego wynika. A najciężej jest mi mówić właśnie o sobie, w sensie, o tym, co mam w środku. Z drugiej strony doświadczam tego, ile daje obiektywne spojrzenie kogoś na daną sprawę. Jednak, naprawdę, nie potrafię usiąść i mówić. Znacznie łatwiej mi pisać, dlatego też tworzę tego bloga. W rozmowie trzeba ze mnie wyciągać i Panu chwała, że stawia ludzi, którzy mnie rozgryzają, i krok po kroku dochodzimy do tego, o co chodzi. Co jest najgorsze w takich momentach? Rzucić pytanie „co się dzieje?” i słysząc odpowiedź, że nic, na tym zakończyć. Opisuję siebie, bo może i Ty się w tym gdzieś odnajdujesz. Zatem, zapraszam dalej.

Zazwyczaj jak mam moment, kiedy nie rozumiem siebie i nie ma akurat nikogo, kto mógłby ze mnie „wyciągać”, to uciekam. Najczęściej w sport. Idę biegać, bądź na rower. Tak, żeby się zmęczyć i nie myśleć. Czasem rzucam social media i przez kilka dni na próżno szukać mnie na Messengerze. Niewiele osób wie, ale siadam też z długopisem i notatnikiem, i piszę wiersze. To też mechanizm obronny. Zwyczajnie muszę coś ze sobą zrobić.

Wiesz, to „nierozumienie siebie” nie równa się z tym, że dzieje się coś złego. Właśnie tu przechodzę do wniosku z początku tekstu. Jest jeden. I nie, nie doszłam do tego sama. Kiedyś usłyszałam, że jeśli nie wiem, o co mi chodzi dłuższy czas, nie może zaspokoić tego drugi człowiek i siedzi to głęboko we mnie, to trzeba iść do Boga. I mądry człowiek od Boga zacznie, wtedy droga do celu jest krótka. Ale wierzcie mi, mimo tego, że ja to wiem, to i tak najczęściej idę naokoło. I się męczę, wkurzam, a ostatecznie i tak do Niego trafiam.

Co jest kluczem takiego mojego duchowego stanu? To, że tęsknię. Długo nie zdawałam sobie sprawy, z tego, że tęsknię za Miłością. Pisałam już kiedyś, że się zakochałam (tekst). To przecież normalne, że jak się kocha to się tęskni. Jak kochasz swojego chłopaka i nie ma go fizycznie przy Tobie, to zapewne jest Ci ciężko, nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jest jednak różnica. Chłopak, dziewczyna, mąż czy żona zaraz wróci z wyjazdu służbowego, spotkasz się z nim/nią. Z Panem Bogiem to miłość na granicy szaleństwa, zobaczysz się z Nim dopiero na końcu życia, a nawet dopiero w nowym życiu.

I trzeba to sobie uświadomić i zrozumieć, że tęsknię za Nim, bo moje serce należy do Niego. I nie jest to łatwe. Życie na ziemi to stan permanentnej tęsknoty. Jest w tym pozytyw: jak tęsknię, jak się zmagam, to dobrze, bo to znaczy, że mi zależy. Nierzadko wystarczy w tym trudnym czasie zajrzeć w siebie i nazwać, to co się dzieje. Żaden ze mnie psycholog, ale jak chcę poznać swoje mechanizmy to siadam i drążę, skąd takie zachowania u mnie.

Nie bój się tęsknić za Bogiem. Niech nawet płyną łzy. Na ziemi rób wszystko, by spędzić z Nim wieczność w niebie.

Spotkanie Go wynagrodzi każdy dzień tęsknoty.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.