Chcę do ludzi! Bardzo!

Karolina

20 listopada 2020

Piszę ten tekst przy włoskiej muzyce, w ciepłym mieszkaniu, przy chipsach i herbacie. Nie muszę wychodzić z domu prawie w ogóle, nie muszę nawet chodzić na uczelnię, bo ona gości w moim pokoju. Nikt niczego ode mnie nie wymaga, bo wszelkie niepowodzenia i tak mogę ostentacyjnie zwalić na epidemię. Dzień mija za dniem, często niczym się od siebie nie różniąc. Można by rzec: zapanował błogi i święty SPOKÓJ. Jednak dla mnie to nie jest powód do radości. Dlaczego? 

Brakuje mi wspólnoty. 

Takiej namacalnej. Wspólnoty, która gromadzi się wokół Chrystusa na wspólnej modlitwie, która nie boi się bliskości. W takim Kościele się zakochałam, takiego Kościoła mi brakuje. Tęsknię za spotkaniem się z ludźmi z dalszych czy bliższych okolic na oazach modlitwy, wydarzeniach kościelnych. 

Lubię moje szalone życie. 

Takie, które do tej pory miało miejsce. Nie spanie po nocach, bo trzeba coś przygotować. Zmęczenie, bo w nocy się nie spało, a w dzień trzeba już jechać i znowu mało spać na OMie. Lubię rezygnować ze swoich planów, żeby być we wspólnocie. Lubię, naprawdę! 

Dlatego nie pasuje mi „święty spokój”. 

I chociaż normalnie często narzekam na zmęczenie, że chciałabym odpocząć, to teraz niesamowicie za tym tęsknię. Wiem, że moje chodzenie za Jezusem nie jest po to, by mieć spokój. Wręcz przeciwnie! Im bardziej, tak po ludzku, tego spokoju nie mam, tym większą świadomość i radość mam, że jestem blisko Niego. 

Kiedy „zaczynałam” z Kościołem to właśnie w życiu miałam święty spokój. Jednak jak widać nie było to wystarczające, skoro nadal szukałam. I zostawiłam to co miałam, dla braku spokoju, a mimo wszystko, dla wielkiego szczęścia. Teraz wiem, że na zamianę powrotną nie ma opcji. Nie dlatego, że się nie da. Dlatego, że ja po prostu nie chcę. 

Zastanów się. Ileż można siedzieć z laptopem w łóżku słuchając wykładów, nucąc włoską muzykę, popijając herbatę? Tydzień? Może dwa? 

Ja mam już dość. CHCĘ DO LUDZI. BARDZO

Jeśli masz tak samo to przychodzi moment, w którym trzeba zastanowić się, co możemy zrobić. Nie kończmy tylko na chęciach, w miarę możliwości realizujmy je. 

Jak dostałam propozycję, żeby jechać w góry to chyba się nawet nie wahałam. Nie dlatego, że lubię zdobywać szczyty. Zwyczajnie wiedziałam, że będę mogła pobyć wśród bliskich mi ludzi. Więc cóż, wykładowcy na studiach nawet nie wiedzieli, że ich zajęć słuchałam w górach, nauka zdalna jest świetnym rozwiązaniem w takim przypadku. Mogę machać wałkiem przy malowaniu łóżek w oazowym domu? Też się nie zastanawiam i jadę. Nie z tego powodu, że kończąc studia zamierzam dorabiać na budowie. Wiem, że tam będą znajome twarze. Mam okazję spotkać się z przyjaciółmi i zjeść świetne spaghetti przygotowane przez jednego z nich? Korzystam! I tu znowu nie chodzi o jedzenie, a o relacje. 

Co Ty możesz zrobić? 

  1. Zawsze po pierwsze! Zadbaj o najważniejszą relację – z Jezusem. Idź na Eucharystię, tam też na pewno doświadczysz wspólnoty. 
  2. Szukaj okazji. Grupa dziesięciu znajomych obecnie spotkać się nie może, ale pięciu tak! To bierz swoją wielką piątkę i idźcie na spacer. Rozmawiajcie i cieszcie się sobą. 

 Moje wnioski? Chcę być wśród ludzi, więc kiedy się tylko da to do tych ludzi idę. Może to właśnie jest czas, kiedy sami mamy zadbać o brak spokoju, kiedy musimy powalczyć o relacje. Pan Jezus nie powiedział Piotrowi, że będzie łowił ciszę, spokój, wygodę i brak zmęczenia. „Odtąd ludzi będziesz łowił.” I to jest zadanie dla każdego z nas! Żeby najpierw chodzić za Jezusem, a potem chcieć być wśród ludzi, mimo wszystko.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.