Być kobietą, być kobietą!

Julia

18 kwietnia 2020

Już od ponad miesiąca siedzimy w domach, nie jest to łatwy czas. Każdy spędza go pewnie trochę inaczej. W moim przypadku większość czasu zajmuje zdalne studiowanie, ale nie brakuje mi czasu na Netflixa – cieszę się, że mogę w końcu oglądać filmy i seriale bez wyrzutów sumienia. Chociaż przyznaję, że to też już powoli robi się nudne. Jest jeszcze jeden problem – moje filmowe i serialowe upodobania. Cukierkowe i romantyczne historie o miłości, to zupełnie nie moja bajka. Lubię oglądać obrazy, które dotykają ciężkich tematów i zawierają wątki psychologiczne. Im cięższa tematyka, tym bardziej podoba mi się film czy serial. Trudne relacje między ludźmi, problemy różnej maści i inne zawiłości – to jest to co tygryski lubią najbardziej. Niestety, czasem ciężko mi znaleźć coś dla siebie. 

Netflix przychodzi z pomocą   

Ostatnio na Netflixie pojawił się miniserial “Unorthodox”. Tak jak wspomniałam, lubię mocne rzeczy i niewiele rzeczy jest mnie w stanie zdziwić, ale ta produkcja przerosła moje oczekiwania.  Unorthodox to adaptacja autobiograficznej powieści Debory Feldman „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów”. Nie wiem sama czemu tak wiele emocji wzbudził we mnie ten serial. Mogło się na to złożyć kilka czynników: izolacja – czuję ogromną tęsknotę, za kościołem i możliwością przeżywania mojej wiary we wspólnocie; obecna sytuacja w Polsce – #piekłokobiet, i inne nazwy strajku kobiet przeciwko projektowi Kai Godek dotyczącego aborcji. Momentami mam wątpliwości dotyczące tego, o czym mówi Kościół w swoim nauczaniu i budzą się we mnie feministyczne myśli.   

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

Czasem czuję się przytłoczona przez to wszystko, czuję, że mnie to ogranicza. Ten serial pokazał mi jednak, że nic nie wiem o tym, co to znaczy być ograniczonym. Bycie katoliczką to naprawdę, żadne ograniczenie. Często myślimy sobie, że przecież inni żyją inaczej i mają lepiej, mogą więcej. Prawda jest jednak taka, że nie wiemy przez co przechodzą inni i jakie jest ich życie. Widzimy tylko jego część i nie powinniśmy na tej podstawie oceniać, bo pozory mylą. Do tego wrócę później!   

Być kobietą, być kobietą!  

Przejdźmy teraz do Estery – głównej bohaterki Unorthodox. Esty jest Żydówką, z ultraortodoksyjnej społeczności zamieszkującej nowojorski Brooklyn.  Dziewczyna przez całe życie słyszała od ciotek i kobiet z jej otoczenia, że celem jej życia jest wyjście za mąż i założenie rodziny. Rodzina to nic złego, ale wmawianie kobiecie, że to jedyny cel jej życia jest straszne. Aranżowanie małżeństwa też mnie przeraża. Estera wychodząc za mąż była w moim wieku, jakoś ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, w której moja rodzina wybiera mi męża i nie pytając mnie o zdanie wydaje mnie za mąż. To jednak nie koniec dramatu Estery, ślub w jej społeczności wiąże się z wieloma tradycjami i obrzędami. Dziewczyna w międzyczasie, jest pouczana o obowiązkach żony – żona ma być posłuszna mężowi, dbać o dom i rodzić dzieci. Musi porzucić wszystkie swoje pasje i zainteresowania, żeby być dobrą żoną. Niestety jak można się domyślić, małżeństwo z nieznajomym mężczyzną przerasta Esterę, więc ta postanawia porzucić wszystko i uciec do Berlina do swojej matki, która wcześniej odeszła od ojca Estery, bo podobnie jak ona nie umiała żyć w ten sposób. Esty nie może się odnaleźć w Berlinie, wszystko jest dla niej nowe, wyraźnie odstaje od rówieśników zamieszkujących to miasto. Oglądając ten serial, miałam wrażenie jakby Estera była z innej epoki i jakimś magicznym sposobem przeniosła się w czasie do współczesności, a ona po prostu była ograniczona przez swoją ortodoksyjną społeczność. Była ograniczona do tego stopnia, że nie mogła nawet grać na pianinie chociaż, była to jej pasja. W jej społeczności muzyka była przeznaczona tylko dla mężczyzn. Nie sądziłam, że posiadanie pasji i chęć rozwijania swoich zainteresowań może być czymś niedozwolonym dla kobiet. Byłam przerażona tym, że ta dziewczyna musiała uciec na drugi koniec świata, żeby móc robić to, co dla mnie jest oczywistością. 

A może #niebokobiet? 

Wrócę teraz do ograniczeń, #piekłakobiet i bycia katoliczką, ta rzeczywistość w której żyjemy to nie jest piekło kobiet. Prawdziwe piekło przechodzą kobiety, które żyją jak serialowa Estera. My, katoliczki mamy te same prawa, co mężczyźni, możemy się rozwijać, być kim chcemy i z kim chcemy. Kościół nie nakazuje, ale wskazuje. Od Ciebie i ode mnie zależy, czy posłuchamy tych wskazówek – nikt do niczego nas nie zmusza, więc zaryzykuję o stwierdzenie, że jest to #niebokobiet. Myślę, że każda kobieta powinna obejrzeć ten serial i nie sądźcie, że teraz uważam, że “mamy dobrze”, bo inni mają gorzej. Ale chciałabym żebyśmy się zastanowiły czy faktycznie jest nam tak źle. Na pewno nie jest idealnie, momentami bycie kobietą może być trudne, ale na pewno nie jest piekłem.

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.