Bóg pisze prosto po Twoich krzywych liniach

Ks. Michał

14 grudnia 2020

Jeszcze chyba  z żadnym tekstem nie schodziło mi tak długo, jak z tym. Pierwsza myśl, żeby go napisać to był przełom lipca i czerwca. Jednak stwierdziłem, że za mało wiem i nie jestem kompetentny, żeby się wypowiadać publicznie w temacie emocji, uczuć, przeżywania siebie, a także wpływu na duchowość.  Czy teraz mam ku temu narzędzia? Jasne, że nie. Dlatego to będzie bardziej świadectwo, bo  widzę, jak Pan Bóg zaprasza mnie teraz do czegoś nowego, do poznania siebie od strony pragnień, uczuć i poruszeń. Ten tekst, to będzie bardziej zbiór własnych doświadczeń, poruszeń wynikających z modlitwy, rozmów z przyjaciółmi i przeczytanych treści. Mam świadomość, że nie jestem psychologiem ani terapeutą. Ale mam też świadomość tego, co się dzieje we mnie.

Ksiądz w trójwymiarze

Każdy prowadzi życie wewnętrzne. Jakie jednak budzą się w Tobie skojarzenia, jak słyszysz zbitkę „życie wewnętrzne”? Błędem jest, jeśli ograniczy się owy termin tylko do religijności. Owszem, wiara, miłość do Jezusa, relacja z Matką Bożą dokonuje się w wewnątrz człowieka. Ale to nie jest jedyna, co się tam dzieje. W „środku” człowieka są jeszcze przecież takie przestrzenie jak pamięć, wola, uczucia, pragnienia, emocje, także zranienia i deficyty. Mimo, że nie są to rzeczywistości materialne, jak np. moje ciało czy narządy wewnętrzne, to jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że tego nie ma. Zatem czymś oczywistym, ale tak bardzo ważnym jest to, żeby uznać w sobie nie tylko sferę wewnętrzną i zewnętrzną, ale zobaczyć, że każdy z nas ma potrzeby na poziomie fizycznym (np. odpoczynek, jedzenie), duchowym (np. spowiedź, doświadczenie słowa Bożego czy adoracji) i psychicznym (np. potrzeba akceptacji, bycia wysłuchanym). To jest taki elementarz, nic odkrywczego. Dlaczego o tym przypominam? Bowiem mam wrażenie (mówię tu też o sobie!), że my, jako ludzie będący blisko Kościoła i mający doświadczenie żywej wiary czasami „spłaszczamy się” z trójwymiaru do dwuwymiaru. O zdrowie to każdy z nas dba, od początku pandemii czasami aż za bardzo. Jednak gdy pojawiają się problemy wewnętrzne, np. jakiś smutek, przygnębienie, zmartwienie, poczucie porażki, osamotnienie, itp., to podświadomie te przeżycia, uczucia czy stany można skategoryzować jako „wolę Pana Jezusa” lub „krzyż, który został mi dany i muszę go nieść”. Takie chrześcijaństwo wcześniej czy później stanie się cierpiętnictwem, a nie relacją dającą wolność! „Modlę się, żeby Pan Jezus dał mi radość albo coś naprawił, a On mnie nie słucha”. Bo porządki są różne! I narzędzia nie te! Niebezpieczna jest sytuacja, gdy problemy związane z przeżywaniem siebie natychmiast przenosi się na życie duchowe, zamiast szukać ich zrozumienia, zaakceptowania i sposobu na przepracowanie. 

Bóg mówi od wewnątrz?

Mając doświadczenie swoich uczuć, chyba pierwszy raz doszedłem do momentu, gdzie moje wnętrze „nie słuchało mnie”. Nie jestem w stanie dać sobie ani uzyskać od kogoś satysfakcjonującego wytłumaczenia czy usensownienia tego, co się dzieje w sercu. Dziwne to uczucie. Modlę się, a Pan Jezus tego nie zabiera. A przecież od strony duchowej robię wszystko tak, jak należy: pilnuję bardzo modlitwy, spowiadam się regularnie, karmię się słowem, dorastam w wspólnocie. Czyli wszystkie narzędzie duchowe są zachowane. I w pewnym momencie pojawiła się wręcz frustracja, dlaczego nie jestem w stanie zrozumieć siebie. Na modlitwie, a później w rozmowach różnymi (i kompetentnymi!) ludźmi zobaczyłem, że to jest sprawa na poziomie innym, niż duchowy, religijny. Ale jednak z tyłu głowy jest przeświadczenie, że Pan Bóg jakoś w tym jest. Po jakimś czasie przyszło olśnienie: Bóg mówi do mnie przez moje przeżycia! Wcześniej tego nie doświadczałem. Mówił na modlitwie, przez swoje słowo, przez spowiednika, ale nie przez moje uczucia, emocje i pragnienia. A to już święty Tomasz z Akwinu mówił, że „Bóg mówi wewnątrz nas” (De veritate 11, 1)! W mojej relacji z Jezusem to był krok milowy wręcz, bo nagle to, co było źródłem frustracji, że nie umiem i nie mogę sobie poradzić, okazało się, że jest głosem Pana, który zaczął do Michasia mówić inaczej, bo widocznie „po dobroci już nie słuchał”. Owszem, nie znaczy to, że teraz już wszystko gra i buczy, bo to dopiero początek. Jednak punkt wyjścia jest już inny: nie złość na Pana, ale wdzięczność, że zaprasza mnie do wejścia w głąb i większej dojrzałości. Cała ta sytuacja jest dla mnie dowodem na Jego miłość, ponieważ prawdziwa miłość zawsze będzie owocować rozwojem osoby kochanej!

Jak się przeleje, to poparzy!

Cel tego tekstu jest jasny: zacznij słuchać swoich uczuć i potrzeb. To jest część Ciebie. To tak jakby zanegować potrzebę jedzenia. Toż to głupota i nieodpowiedzialność! Nie każdą potrzebę trzeba spełnić i nie podejmować każdej decyzji na podstawie uczuć, ale warto zobaczyć jakie informacje za sobą niosą. Uczucia nie są złe ani dobre, są obojętne moralnie. To do jakich czynów one nas doprowadzą, to podlega ocenie moralnej, Chyba każdy z nas ma doświadczenie, jak w emocjach stracił głowę, zrobił coś, co z chłodną głową by się nie przydarzyło. Przykładem może być kłótnia, gdzie człowiek tak się „nakręci”, że powie o dwa słowa za dużo. Dlaczego? Bo emocje wzięły górę. Podobnie będzie i potrzebą zaspokojenia pragnień. Każdy je ma, często będą się budziły pragnienia bardzo podstawowe w człowieku, jak np. pragnienie bycia kochaną, bycia dowartościowanym, potrzeba bycia wysłuchanym. Tego są miliony w tysiącach odcieni. Jednak nie można udać, że tego nie ma, bo to nie zniknie. Jeśli się z tym nic nie zrobi, uda się, że tego nie ma, to w człowieku zacznie się to wszystko gotować i poparzyć. Jakże ważne jest to, żeby pokochać nie tylko Boga, drugiego człowieka, ale też i siebie! Razem z tym co przeżywam i chcieć sobie też przyjść z pomocą tak jak moim przyjaciołom. Nikt z nas nie jest Panem Jezusem, żeby nie spać nocami i się ciągle modlić. Pan Jezus się nie wypalił, bo jest Bogiem. Jednak, jak ksiądz czy animator zaneguje siebie i swoje potrzeby, to może zrobić się „kuku”. Mówiąc krótko: „Człowieku, miejże miłość do siebie!”.

Słuchaj Jego, żeby słuchać siebie

Poznawanie siebie jest fantastyczne! Pamiętam pierwsze miesiące w seminarium, gdzie zacząłem korzystać z kierownictwa duchowego i pojawiło się intensywne i usystematyzowane życie modlitwą. I nagle zaczynał z dnia na dzień rozumieć swoje zachowania, dlaczego podejmuję takie a nie inne decyzje, dlaczego dobieram sobie takich a nie innych ludzi, jako przyjaciół, dlaczego przeżywam strapienia lub pocieszenia. To było niesamowite! Taka jazda bez trzymanki, gdzie trochę się bałem, co jeszcze mogę odkryć, ale ryzyko było warte radości poznania siebie. Ogromną pomocą była dla mnie relacja ze słowem Bożym i cisza. Najwięcej w swoim życiu odkryłem właśnie na adoracji lub namiocie spotkania. To tam drążyłem temat, byłem natrętny i ciągle pytałem (i nadal pytam!) „Po co mi to dajesz? Po co ja to czuję? Co chcesz mi przez to powiedzieć?”. I jak Pan odkrywał to w odpowiednim czasie dla mnie, to wtedy jakby dał mi paczkę nowych klocków – trzeba było je odpowiednio poskładać. Uwielbiam to! I właśnie teraz mam taki moment w życiu, gdzie nazywam kolejne sprawy w swoim sercu i zaczynam tę układankę ze sobą, a Pan Jezus patrzy. Jak się gubię, to wracam do Niego i pytam, gdzie popełniłem błąd. Wiadomo, poziom tego wszystkiego rośnie i nie są to już takie proste sprawy, ale Pan o tym uprzedzał: „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12, 48). W tym poznawaniu siebie i zaprzyjaźnianiu się ze sobą ogromną rolę odgrywa łaska Boża, Jego słowo i cisza adoracji. To może stanowić punkt wyjścia do porządkowania wnętrza. Ale też przyjdzie moment, gdzie Pan Jezus „nie posprząta” za Ciebie. Odkrywając np. nieakceptację swojej historii życia i wszystkich konsekwencji tego faktu nie zawsze tylko różaniec jest rozwiązaniem. Czasami będzie to też konieczność rozmowy z kimś, powiedzenia na głos, że przebaczam czy urwania jakiejś toksycznej relacji. 

Tatry są lepsze od Dolomitów.

W te wakacje pierwszy raz byłem w Dolomitach. Zawsze góry były jakąś moją sympatią, ale nie taką jak np. rower. Jednak wyjazd do Włoch na kilka dni pokazał mi zupełnie inne oblicze górskich wędrówek. Ogromna satysfakcja, jak pierwszy raz wdrapałem się wyżej niż trzy tysiące metrów. Ferraty, ekspozycje, wspinaczka, brak tłumów i w ogóle wszystko super! Ale niestety szlaki są trochę gorzej oznaczone niż w naszych Tatrach i czasami łatwo się zgubić. Stanąłem w takiej sytuacji dwukrotnie, gdy zostałem sam, nie mając jeszcze dobrego rozeznania szedłem przed siebie, całkiem sam. Wydawało mi się, że jest wszystko w porządku, jednak było strasznie ciężko i momentami niebezpiecznie. Bardzo się wtedy zmęczyłem. To nie miało nic wspólnego z przyjemnością, a wręcz przeciwnie – pojawiała się ogromna frustracja. Dopiero jak patrzyłem na mapę widziałem, że idę obok szlaku. Zdobyłbym te szczyty, mimo, że poszedłbym inną drogą, ale kosztowałoby mnie to nieproporcjonalnie dużo sił.

Dlaczego o tym Ci opowiadam? Bo podobnie może być i z doświadczeniem w sercu. Czasami człowiek, jeśli nie odnajdzie się odpowiednio w tym tunelu uczuć, potrzeb i emocji, to może pół życia iść bez potrzeby trudniejszą drogą, a wystarczyło chwilę wcześniej podjąć inną decyzję. Dlatego tutaj ogromną pomocą będzie rachunek sumienia. Św. Ignacy, który jak mało kto rozumiał rolę uczuć w życiu duchowym zaleca codziennie tzw. „kwadrans szczerości”. W swoich „Ćwiczeniach duchownych” stawia to jako jeden z najważniejszych warunków owych rekolekcji. Pokrótce, zachęcam Cię, żeby założyć sobie notes duchowy i te rachunki spisywać. Nazywać emocje i uczucia, które danego dnia w danym momencie się w Tobie budziły. Pomocny może tu być schemat przypomniany przez ks. Grzywocza: JA – MOJE UCZUCIE – SYTUACJA (np. czułem szczęście, kiedy ktoś mi pomógł). Ważne, żeby to był uczciwy kwadrans „miłującej uwagi”. O tym może też kiedyś napiszę tekst. W każdym razie taki zeszyt to może być Twoja mapa. A sam się przekonałem, że jak mapa jest dobra, to ścieżki łatwiejsze, a i o szczyty ile łatwiej!

Życie jest piękne! Nawet, jak jest trudne, to pamiętaj, że Bóg umie pisać prosto po krzywych liniach Twojego życia!

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.