2020! Piękny czy bestia?

Wszyscy!

30 grudnia 2020


Ten rok na pewno dla każdego z nas był nietypowy, inny niż wszystkie poprzednie lata. Zaczął się zwyczajnie, ale później świat przewrócił się do góry nogami i nic nie było już takie samo. W tym artykule przeczytacie o tym jaki ten rok był dla nas i jak te zmiany, które ze sobą przyniósł wpłynęły na nas i na naszą duchowość.

„Mogłabym wiele napisać o cudach tego roku. Napiszę tylko o jednym, który zapoczątkował ogrom zmian nie tylko w moim życiu. 

26 i 27 marca – dni mojego nawrócenia. Śmieję się teraz sama z siebie, bo do tych dni myślałam, że jestem nawrócona. Nie znajdę odpowiednich słów, żeby dokładnie opisać to, co się stało. Jednak zdradzę, że spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Poczułam się, jakby ktoś w jednej chwili zdradził całą prawdę o moich słabościach i motywacjach. Wystarczyło jedno zdanie w książce, żeby powalić mnie na ziemię, a później jedna ewangelia spotkania przez Marię Magdalenę zmartwychwstałego Jezusa – by z tej ziemi mnie podnieść. 

Rok 2020 rokiem poznania przeze mnie Miłości. Do tej pory nie rozumiałam, dlaczego miłość jest większa od wiary i nadziei, dlaczego najważniejsze przykazanie to przykazanie miłości. Otrzymałam dar poznania Bożej miłości i zapragnęłam, aby każdy się o tym dowiedział, żeby każdy był spragniony prawdziwego życia dla Boga. 

Dwa dni marca przyniosły lawinę doświadczeń, które przez kolejne miesiące przez trudy, poczucie oschłości, przytulenie przez Jezusa, doświadczenie służby na Mszy świętej, rekolekcje w ciszy, śpiewanie dla Pana, formację w diakoniach, namiot spotkania i dzielenie się Słowem Bożym, duchową adopcję kapłana i dziecka poczętego, doprowadziły do tego, że w grudniu oddałam swoje życie Maryi”.

Beata Kurowska



To nie był dla mnie rok jakiś wielkich zmian – oprócz tego, że ścięłam włosy i przesiadłam się w inny rodzaj komunikacji, to chyba nic się nie zmieniło. Był to jednak czas wielkiego, w mojej ocenie, wzrostu duchowego. Koronawirus początkowo zabrał nam możliwość utrzymywania relacji z drugim człowiekiem po to, żebym dostrzegła coś ważniejszego: przestrzeń, którą muszę zapełnić relacją z Bogiem. Gdy już tę relację posiadłam, mogłam z Nim iść do ludzi, gdzie spotkania stały się owocniejsze, a więzi mocniejsze. 

Zaczęłam dużo czytać, adorować, rozważać, rozmawiać z Panem i innymi ludźmi, a wszystko to doprowadziło do jednego: wyboru dobra. O co chodzi? Abp Fulton J. Sheen, mówiąc o wolności człowieka pisał, że „człowiek z natury ma wolność właśnie po to, by ją komuś lub czemuś powierzyć”. Miałam dwie drogi: zło ukryte w moich egoistycznych, chwilowych pragnieniach, albo dobro, objawiające się w oddaniu mojej woli Bogu. I ta decyzja – nie taka prosta jak mogłoby się wydawać – zapadła. Od tamtej chwili oddałam się całkowicie Miłości Doskonałej, której owoce nieustannie widzę w swoim życiu. Zaczęłam poznawać siebie, swoje mocne i słabe strony. Zaczęłam walkę z moją największą wadą, którą odkryłam, dostrzegłam intencje wielu moich działań, a to wszystko, kierując się DOBREM.  

Wiele jeszcze przede mną, wiele muszę się uczyć, wiele odkrywam. Bogu dziękuję za ten czas, za Jego kierowanie i wskazywanie ścieżek. Niech On w tym będzie uwielbiony, a wszystko, co zyskałam oddaję w ręce Maryi, która wiernie tego strzeże!”.

Kasia Nowocień



Jako świadek minionych wydarzeń zadawałem sobie pytanie, jaki jest ich cel – co Bóg chce mi przekazać? Pandemia i całkowita zmiana mojego życia pozwoliła mi się przekonać o dwóch niezwykle istotnych rzeczach. 

Pierwsza z nich: życie jest kruche, także moje życie. Dawniej myślałem, że jestem samowystarczalny, najlepszy, silny, że sprostam wszystkiemu. Pandemiczna rzeczywistość i własna choroba uświadomiły mi, że jest zupełnie inaczej. Pojawiły się bezradność oraz obawa o życie moje i najbliższych. Bóg odsunął ode mnie strach. Dał mi odwagę i nadzieję. Jestem Mu wdzięczny, że żaden z moich bliskich nie zachorował, a ja sam szybko wróciłem do zdrowia. 

Drugą rzeczą, jaką dostrzegłem w trudnej sytuacji, była konieczność zawierzenia się Bogu. Właśnie w tym roku szczególnie zaangażowałem się w działanie Ruchu, zostałem animatorem. Pan rozwiał moje wątpliwości, przekonał, że poradzę sobie z posługą i problemami osobistymi. Przywrócił mi wiarę w siebie, pokazał, że jestem Mu potrzebny. Zrozumiałem, że gdy powierzam Mu swoje życie, to On daje mi więcej niż oczekuję.

Wielu ludzi cieszy się, że rozpoczniemy niedługo nowy rok. Ja tymczasem patrzę na niego z nadzieją, że będę mógł doświadczyć tylu cudów, miłości i wiary, ile przez ostatnie 366 dni. I za to chwała Panu!”.

Artur Kozera



„Rok 2020 dla mnie, jak chyba dla każdego, był rokiem specyficznym. Był to czas który na pewno zapadnie długo w mojej pamięci. Był to okres, gdzie w sposób dobitny doszła do mojej świadomości prawda, że pierwszą osobą odpowiedzialną i najlepszym formatorem mnie, jestem ja sam.

Ze względu na pandemię w marcu opuściliśmy gmach seminarium i pojechaliśmy do naszych domów rodzinnych. Będąc, w trakcie formacji, odłączonym od Wspólnoty seminaryjnej uwydatniły się moje wady, które w innych warunkach nie były aż tak widoczne. Dzięki temu, co wydarzyło się, wiem nad czym mogę pracować. Wiem również, że jedyną osobą, która może to zmienić nie jest mój prefekt czy kierownik duchowy, lecz tą osobą jestem ja sam.

Prawdą jest, że bez Jezusa i Jego łaski nie dam rady siebie uzdrowić z wad, lecz to ja powinienem pracować z tą łaską i swoją wolą przyzwolić na działanie jej we mnie.

W tym roku również w dramatyczny sposób zmieniło się postrzeganie mnie przez innych ludzi ze względu na przyjęcie stroju duchownego – sutanny. O tym szerzej może innym razem.

Bogu niech będą dzięki za ten rok!”.

kl. Michał Gawęda



„Kiedy myślę o tym jaki był ten rok, to w głowie pojawia mi się słowo „pustka”. Odczuwałam w tym roku chyba każdy możliwy rodzaj pustki. Zaczęło się w marcu, kiedy wszystko zamarło i byłam odcięta od świata i ludzi. Doskwierało mi wtedy ogromne poczucie tej wyżej wspomnianej pustki, na szczęście szybko wypełniłam ją modlitwą, pomogło. Później kiedy już choć w części można było wrócić do ludzi, przepadłam i skupiłam się tylko na tym. Zbudowałam masę relacji. Jednak pojawiła się pustka, czegoś brakowało. W tym wszystkim nie było Boga. Potem było jeszcze gorzej, bo już nie wirus odciął mnie od Boga i ludzi, ale sama sobie to zrobiłam. Zamknęłam się na wszystko, nie do końca rozumiem dlaczego. Jednak to doświadczenie pustki pozwoliło mi poznać siebie, zobaczyć pewne rzeczy, których nie dostrzegałam wcześniej. Wiem też, że nie warto skupiać się na budowaniu pustych relacji, ale trzeba walczyć o te, które nas budują, a osobista relacja z Bogiem niewątpliwie jest budująca. Kończę ten rok z radością, mam nadzieję, że nowym roku bogatsza o te doświadczenia, bez problemu zapełnię każdą pustkę w swoim życiu”.  

Julia Wiatr



„Ten rok to był prawdziwy rollercoaster! Chciałbym jednak jeszcze raz na niego wsiąść! Dlaczego?

2 lutego o 15:47 w kościele św. Wacława na Starym Mieście – sam w ciszy oddałem się całkowicie Jezusowi przez ręce Maryi. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to była taka „Góra Tabor” przed „Golgotą”. Teraz widzę, że to było świadome zagranie przez Pana Jezusa. I dobrze! 

W marcu Pan dał czas, kiedy mogłem pobyć ze sobą i wtedy zasiał ziarno, przez lato ono dojrzewało, a teraz na jesieni i w zimie zbieram plony. W tym zdaniu kryją się godziny modlitw, dziesiątki rozmów ze spowiednikiem i setki różańców, kilka łez też bym naliczył. Jednak pozwolicie, że zostawię to dla siebie. Ten rok kończę jako nowy ksiądz Michał. Na czym ta nowość polega? Już wiem, że Pan mi pokazuje moje słabości, bym jeszcze bardziej przytulił się do Niego. „Potrzeba aby On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3, 30)

Lato to dla mnie czas zmian: parafii i diakonii. Pamiętam, jak w seminarium było nam tłuczone w kaplicy: „Nie przywiązuj ludzi do siebie, a do Jezusa”. To po 4 latach kapłaństwa Pan Jezus powiedział: „Sprawdzam, Michaś!”. Nie mnie oceniać, czy tak się stało. To lepiej Wy mi powiedzcie. Jednak jestem Jemu ogromnie wdzięczny za tych, którzy byli dotychczas, a jednocześnie z wielką miłością przyjmuję tych, z którymi teraz idę do Pana: oazowiczów z Końskich i Diakonię Modlitwy!”.

ks Michał Podsiadły



„Miniony rok był dla mnie czasem doświadczania obecności Boga w codzienności. Tak, wydarzyło się dużo. Na wiosnę zostałam animatorką, chwilę później pisałam maturę, pierwszy raz zostałam posłana na oazę wakacyjną i zaczęłam studia. To były ważne rzeczy. Za nie jestem bardzo wdzięczna Panu. Jednak wiele radości dało mi też… kupienie roweru! Dlaczego? Bo dzięki temu miałam okazję spędzić mnóstwo czasu z przyjaciółmi. Zwyczajnie, na luzie, mieliśmy wolne chwile, żeby dzielić się tym, jak Bóg działa w naszym życiu. A przy tym nie raz musiałam pokonać swoje słabości, żeby przejechać daną trasę. Już teraz wiem, że moment, kiedy myślę, że już nie dam rady to jeszcze nie jest czas, żeby odpuścić, zazwyczaj mam w sobie jeszcze siłę, by podołać zadaniu. Nie tylko na rowerze, w życiu też.  Śmiało też stwierdzam, że wypady rowerowe pogłębiły moją wiarę! Ale nie mogę też nie wspomnieć o końcówce roku, która całkowicie mnie zaskoczyła. Nigdy nie przypuszczałam, że On pociągnie mnie do tego, by oddać się Maryi. A jednak! To krótki czas rekolekcji, który już przynosi wielkie owoce, chociaż jeszcze ich nie skończyłam. I ostatnia postać, którą poznałam na finiszu, a przez którą Pan Jezus przewrócił moje życie do góry nogami- św. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, znana też jako Mała Arabka. Obiecuję tekst o niej, bo naprawdę to święta, która nawraca! 

2020- rok, który nie zapowiadał się tak dobrze jak ostatecznie przebiegł! Niech Pan będzie uwielbiony w tym czasie, który nam dał!”.

Karolina Majchrzak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Na dobry początek – zapisz się na nasz newsletter!
Zaraz do Ciebie napiszemy!

Copyright targowiskoblog.pl © 2019 All Rights Reserved.